czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 12

Gdy obudziłam się rano, Tom'a już nie było. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i miała 50 wiadomości od Ali. Zignorowałam je i poszłam na doł. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Tom'a.
-Co robisz?-zapytałam.
-Śniadanie.-powiedział i obrócił się, aby na mnie spojrzeć.
-Wiesz? Pięknie Ci w mojej bluzie.-zaśmiałam się i pocałowałam go na przywitanie.
-Masz.-dał mi talerz jajecznicy.
-Yyy...dziękuję.-nikt mi jeszcze nigdy nie zrobił śniadania. Po zjedzeniu poszłam się przebrać w swoje ciuchy.
-Odwiozę Cię.-usłyszałam za sobą głos Tom'a gdy wychodziłam. Poczekałam aż założy buty i poszliśmy do samochodu.

**30 minut później**
-Dziękuję za wszystko.-
-Nie ma za co.-
-Pa.-powiedziałam i dałam mu szybkiego całusa.
-Do zobaczenia za pięć godzin. Przyjadę po ciebie.-no tak, zapomniałam. Byłam z nim umówiona do parku. Pobiegłam do domu. Weszłam, a następnie poszłam do swojego pokoju. Ogarnęłam parę pierdołów takich jak, Facebook, skrzynka E-mail idt. Spojrzałam na zegar, który wskazywał 14.10. Po chwili zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się. i nałożyłam makijaż. Usłyszałam trąbienie samochodu, więc poszłam na dół. Wyszłam z domu i wsiadłam do jego samochodu.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedział tak nagle.
-Dziękuję...ty też.-zaśmiał się. Myśl Sarra przecież on ma tylko jeansy i białą bluzkę.
-Dziękuję?
-To gdzie mnie dokładnie wywozisz?-zapytałam.
-W związku z tym, że niedługo wyjeżdżasz mam dla ciebie niespodziankę.
-Wyjeżdżam za półtorej tygodnia.
-Zostało nam bardzo mało czasu.-zaśmiał się.
Pół godziny później zaprakował. Ledwo wysiadłam z auta on chwycił moją rękę.
Będę za nim tęsknić. Bardzo tęsknić.
Przeszliśmy przez kawałek parku, a następnie Tom zatrzymał się przed piękną polaną. Na trawie rozłożony był koc.
-Ta niespodzianka to piknik?-zapytałam.
-Nie podoba Ci się.
-Nie! Nie powiedziałam tego! Ale to jest urocze, a takie cie jeszcze nie znałam.-powiedziałam i wtuliłam się w chłopaka.
Usiedliśmy na kocu i zaczęliśmy wspominać dawne czasy.

**Perspektywa Alice**
Weszłam do kuchni i podeszłam do lodówki całkiem ignorując chłopaków. Po zrobieniu sobie śniadania ruszyłam do salonu. Tak się cieszę że będę tu tylko jeszcze tydzień. Nienawidzę chłopaków za to co robią. Jak można zabić drugiego człowieka? Jak można żyć że świadomością że popełniono tyle przestępstw?
Włączyłam telewizor. Po chwili koło mnie usiadł Zayn.
-Wszystko ok?-zapytał a ja mu nie odpowiedziałam.
-Nawet się nie zbliżaj.-warknęłam kiedy chciał się do mnie przesunąć.
-Nadal jesteś zła.-zapytał kucając przede mną i chwytając moją twarz w dłonie.
-Jest mi przykro, bo myślałam że was znam.
-Znasz nas. To my. Ciągle Ci sami. Tylko...-przerwałam mu.
-Tylko teraz zabijacie ludzi.
-Alice...
-Zayn...
Chłopak zbliżył swoją twarz i znaczył nasze usta w czułym pocałunku.
-Co to miało być?-zapytałam gdy się odsunął.
-Wyrażenie uczuć.-mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Kiedy wyjeżdżacie?
-Emmm...za tydzień.-odpowiedziałam zmieszana. Malik przytulił mnie z całej siły.
-Będę codziennie dzwonił. Nie będzie dnia żebyś mnie nie usłyszała i zobaczyła.
-Zayn...
-Obiecaj mi że będziesz ze mną szczera. Jeżeli zakochasz się powiedz od razu.
-Zamknij się w końcu.-powiedział i pocałowałam go.
-Podoba mi się.-wymruczał do mojego ucha.
-Nie przyzwyczajaj się, kochanie.
Nagle do domu weszła Sarra trzaskając drzwiami.
-Wszystko ok?-zapytałam widząc jak przechodzi zła przez salon.
-Wyjeżdżamy po jutrze. Spakuj się. Mam dość tego zasranego dupka.
-O kim mówisz?
-O Tom'ie.
-A mówiłem żebyś trzymała się od niego jak najdalej.-powiedział Hazz stojąc w przejściu.
-Zamknij się palancie bo jak Ci przywalę to cie własna matka nie pozna.-warknęła na niego.
-Dajesz.
Sarra zamachnęła się ręką zaciśniętą w pięść.
-Nie!-odciągnęłam przyjaciółkę od przyjaciela.
-Chodźmy się spakować.
-Sama dam sobie radę.-odepchnęła mnie i ruszyła na górę. Po drodze do pokoju zbiła jeszcze waze.
-Ej to było drogie!-krzyknął Styles.
Wkurzona dziewczyna wzięła wazon i rzuciła w chłopaka, ale on zrobił unik na szczęście.
-Ja jej pokaże.-powiedział i poszedł do jej pokoju. Przez najbliższe kilka minut było słychać krzyki, a nagle nic. Spokój i cisza. Chyba nic sobie nie zrobili prawda?
Szybko weszłam do jej pokoju. Zobaczyłam Sarre, która ma twarz utkniętą w torsie chłopaka i wali go pięściami. Po chwili również go przytuliła i zaczęła płakać.
-Ciii...mówiłem Ci że on nie jest ciebie warty.
-Ale ja go kocham.
-Wiem jak Cie to boli. Też kiedyś kogoś kochałem a ten ktoś wolał mojego wroga.
-Biedactwo.
Powoli się wycofałam i poszłam do swojego pokoju. Sięgnęłam walizkę i zaczęłam pakować do niej ciuchy.
-Jutro wieczorem mamy samolot.-powiedziała Walker wchodząc do mojego pokoju.
Pokiwałam tylko głową i dokończyłam pakowanie.

**Następny dzień**
Obudziłam się na ziemi koło walizki. Była godzina 12:30. Samolot mamy o 20:00.
Przykro mi trochę że opuszczam chłopców, a najbardziej będę tęsknić za Zayn'em.
Kocham go. Teraz jestem pewna swoich uczuć. Szkoda że tyle to trwało.
Wstałam i pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam długą kąpiel po czym się ubrałam i pomalowałam. Spakowałam do torby jeszcze ręcznik i kosmetyki. Teraz jestem gotowa do wyjazdu.
Zeszłam na dół i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę i według mojej tradycji poszłam z nią do salonu. Następnie poszłam z Sarrą na miasto. Będę tęsknić za Londynem.
-Chodźmy tam.-pokazała palcem na pewien sklep. Weszłyśmy, a Walker od razu zaczęła oglądać pełno ciuchów i co trzeci wkładała do koszyka.
-Wybrałaś coś sobie?-zapytała mnie godzine później.
-Kupiłam tą sukienkę.-pokazałam jej.
-Ja kupiłam pełno rzeczy.-zaśmiała się i pokazała na trzy torby.
-Dobra musimy wracać za 6 godzin mamy samolot.
-No tak.
I poszliśmy do domu.

**Kilka godzin później**
-Chłopcy! Jeżeli chcecie iść z nami musicie już wychodzić.
-Spokojnie. Droga na lotnisko to 10 minut.
-Ale my za pół godziny mamy lot!!
-O jezu! No to idziemy.

**Na lotnisku**
-Pasażerowie lotu do Paryża proszeni są o udanie się na pokład samolotu. Dziękuje.-rozległ się głos w głośnikach.
-No...to czas się pożegnać.-powiedziałam i przytuliam każde z nich. Na końcu był Zayn.
-Będę tęsknić. Bardzo.-powiedział i przyciągnął mnie do siebie.
-Ja bardziej.
-Pamiętaj że cie kocham.-szepnął i pocałował mnie czule.
-Nigdy nie zapomnę.-jeszcze raz go przytuliłam.
Sarra też pożegnała się z każdym z chłopców i ruszyliśmy na samolot.