sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 13

-Nareszcie.-powiedziałam wysiadają z samolotu.
-Zamówiłam taksówkę. Zaraz powinna tu być.-powiedziała Sarra i ruszyłyśmy na zewnątrz.
-No patrz. Już jest.-wsiadłyśmy. Przyjaciółka podała kierowcy adres. Kilka minut później byłyśmy pod domem.
Zapłaciliśmy i wysiadłyśmy. Wzięłyśmy swoje walizki. Sarra zapukała ale nikt nie otworzył.
-Mam gdzieś klucze.-mruknęła i zaczęła grzebać w kieszeni spodni.
-O są.-powiedziała i otworzyła drzwi.
-Tato! Maddy!
-Sarra!-usłyszałyśmy dziecięcy pisk, a po chwili 5-latka była w ramionach Sarry.
-Nareszcie wróciłaś. Tęskiłam.-wtuliła się bardziej. Od śmierci ich mamy Maddy traktuje Sarre jak mamę. W końcu ona miała roczek kiedy pani Walker zmarła.
A Maddy nawet kilka razy się przejęzyczyła i zamiast powiedzieć siostra powiedziała mama.
-Alice. Za tobą też tęskniłam.-przytuliła mnie.

**Perspektywa Sarry**
-Maddy, a gdzie tata?
-Musiał jechać do pracy.
On ciągle tylko praca, praca i praca. A gdzie dom i dzieci w jego życiu?
Zostawia opakowanie się małą mi. Ale on nie rozumie że to jest dla mnie za dużo.  Kiedy Maddy miała mniej lat ledwo zdałam szkołę. Ciągle tylko musiałam za nią latać. Ona była wszędzie. Jedyny moment kiedy mogłam usiąść i się pouczyć był wtedy kiedy ona spała, a nie trwało to długo. Wiele nieprzespanych nocy przez co potrafiłam nawet spać na lekcjach.
Mimo że mówiłam mu ciągle ,,opiekowanie się Maddy to dla mnie za dużo" to on ,,Ktoś musi zastąpić jej mamę. A tym ktosiem najlepiej byłoby gdybyś to była ty"
I tak zostawił to na mojej głowie.
Przyzwyczaiłam się, że czasem mówi na mnie mama, ale ja jestem za młoda!
Poszłam do pokoju, który dziele z Alice i położyłam walizkę na łóżku.
Po chwili usłyszałam charakterystyczną melodyjkę Skype'a. Podeszłam do przyjaciółki, a ona odebrała połączenie. Po sekundzie na ekranie pojawili się chłopcy.
-Tęsknimy!-krzyknęli chórem.
-My też.-powiedziałyśmy równo.
-I jak? Wszystko okey? Dotarłyście bez przeszkód?
-Tak? A co?
-Tak się pytamy.
-Sarra!-usłyszałam krzyk Maddy.
-Kto to?-Zapytał Harry, i zaraz po tym w pokoju znalazła się moja młodsza siostra.
-Odprowadzisz mnie do koleżanki? Proszeeeeee...-powiedziała i przytuliła się do mojego brzucha.
-No dobra. Chłopcy ja lecę.-pokiwałam im i zeszłam na dół.
-Wsiadaj.-powiedziałam otwierając drzwi od auta.
-Pomoż.-spojrzała na mnie błagalnie.
Westchnęłam i posadziłam ją na siedzeniu, a następnie zapiełam ją pasem.
Usiadłam na miejscu kierowcy i odpliłam auto.
Chwilę później byłam pod domem jej koleżanki.
-To paa. Przyjdzie po mnie?
-Ehh..o której?
-Około 19. Prosieeee!
-No dobrze już.
-Jej! Dziękuje. Paa!
-No pa.
Mała weszła do domu, a ja odjechałam.
***
Pół godziny później byłam pod domem. Wysiadłam z auta i ruszyłam do drzwi.
-Ariana?-zapytałam widząc moją kuzynke.
-Sarra!-pisnęła i przytuliła mnie na powitanie.
-Co ty tu robisz? Chodź. Wejdziemy do domu.
-Nie. Ja tylko przyjechałam zaproponować Ci coś. Lepiej chodźmy na spacer.
-Hmm...no dobrze.
Ruszyliśmy w stronę parku. Usiadłyśmy na ławce, a moja kuzynka zaczęła opowiadać.
-No więc. Mój szef chce się pozbyć pewnych ludzi, a ty możesz nam pomóc.
-Nam?
-Emm...to nie jest łatwe.
-Jesteś w jakimś gangu.
-A jednak.
-I że niby ja..?
-Tak. Umiesz strzelać.
-Gdybym chociaż kiedykolwiek trzymała pistolet w ręku...
-Dobra nie ważne...wszystkiego nauczysz się od naszych ludzi.-powiedziała i podała mi kartkę.
Uniosłam jedną brew.
-Adres. Masz czas do dziś do 23:45.
-Hej! Poczekaj!-krzyknęłam gdy odchodziła.
-Możesz mnie podwieźć?
-Jasne mała. Chodź.-poszłam za Arianą.
Co mi tam...moje życie jest nudne jak...przyda się trochę przygody i niebezpieczeństw.
-To tutaj.-powiedziała 20 minut później.
Wysiadłam z auta i weszłam do budynku, a następnie do gabinetu.
-Czego?
-Przysłała mnie A-ariana.
-A...okey siadaj.-wskazał na krzesło.
-Masz...pozbądź się któregoś z tych ludzi, a będziesz w naszym gronie.-na stół wyciągnął jakieś zdjęcia i pistolet.
Odwróciłam kartki i dokładnie się przyjrzałam. TO SĄ ZDJĘCIA CHŁOPCÓW!
Spojrzałam na niego tajemniczo i wzięłam broń do ręki, podając mu zdjęcie.
-Dobry wybór...
-Sarra.
-Dobry wybór, Sarro.-powiedział, a ja uśmiechnęłam się szyderczo.
Nadchodzi czas tak bardzo przeze mnie upragniony. Czas zemsty. Szykuj się...

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 12

Gdy obudziłam się rano, Tom'a już nie było. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i miała 50 wiadomości od Ali. Zignorowałam je i poszłam na doł. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Tom'a.
-Co robisz?-zapytałam.
-Śniadanie.-powiedział i obrócił się, aby na mnie spojrzeć.
-Wiesz? Pięknie Ci w mojej bluzie.-zaśmiałam się i pocałowałam go na przywitanie.
-Masz.-dał mi talerz jajecznicy.
-Yyy...dziękuję.-nikt mi jeszcze nigdy nie zrobił śniadania. Po zjedzeniu poszłam się przebrać w swoje ciuchy.
-Odwiozę Cię.-usłyszałam za sobą głos Tom'a gdy wychodziłam. Poczekałam aż założy buty i poszliśmy do samochodu.

**30 minut później**
-Dziękuję za wszystko.-
-Nie ma za co.-
-Pa.-powiedziałam i dałam mu szybkiego całusa.
-Do zobaczenia za pięć godzin. Przyjadę po ciebie.-no tak, zapomniałam. Byłam z nim umówiona do parku. Pobiegłam do domu. Weszłam, a następnie poszłam do swojego pokoju. Ogarnęłam parę pierdołów takich jak, Facebook, skrzynka E-mail idt. Spojrzałam na zegar, który wskazywał 14.10. Po chwili zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się. i nałożyłam makijaż. Usłyszałam trąbienie samochodu, więc poszłam na dół. Wyszłam z domu i wsiadłam do jego samochodu.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedział tak nagle.
-Dziękuję...ty też.-zaśmiał się. Myśl Sarra przecież on ma tylko jeansy i białą bluzkę.
-Dziękuję?
-To gdzie mnie dokładnie wywozisz?-zapytałam.
-W związku z tym, że niedługo wyjeżdżasz mam dla ciebie niespodziankę.
-Wyjeżdżam za półtorej tygodnia.
-Zostało nam bardzo mało czasu.-zaśmiał się.
Pół godziny później zaprakował. Ledwo wysiadłam z auta on chwycił moją rękę.
Będę za nim tęsknić. Bardzo tęsknić.
Przeszliśmy przez kawałek parku, a następnie Tom zatrzymał się przed piękną polaną. Na trawie rozłożony był koc.
-Ta niespodzianka to piknik?-zapytałam.
-Nie podoba Ci się.
-Nie! Nie powiedziałam tego! Ale to jest urocze, a takie cie jeszcze nie znałam.-powiedziałam i wtuliłam się w chłopaka.
Usiedliśmy na kocu i zaczęliśmy wspominać dawne czasy.

**Perspektywa Alice**
Weszłam do kuchni i podeszłam do lodówki całkiem ignorując chłopaków. Po zrobieniu sobie śniadania ruszyłam do salonu. Tak się cieszę że będę tu tylko jeszcze tydzień. Nienawidzę chłopaków za to co robią. Jak można zabić drugiego człowieka? Jak można żyć że świadomością że popełniono tyle przestępstw?
Włączyłam telewizor. Po chwili koło mnie usiadł Zayn.
-Wszystko ok?-zapytał a ja mu nie odpowiedziałam.
-Nawet się nie zbliżaj.-warknęłam kiedy chciał się do mnie przesunąć.
-Nadal jesteś zła.-zapytał kucając przede mną i chwytając moją twarz w dłonie.
-Jest mi przykro, bo myślałam że was znam.
-Znasz nas. To my. Ciągle Ci sami. Tylko...-przerwałam mu.
-Tylko teraz zabijacie ludzi.
-Alice...
-Zayn...
Chłopak zbliżył swoją twarz i znaczył nasze usta w czułym pocałunku.
-Co to miało być?-zapytałam gdy się odsunął.
-Wyrażenie uczuć.-mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Kiedy wyjeżdżacie?
-Emmm...za tydzień.-odpowiedziałam zmieszana. Malik przytulił mnie z całej siły.
-Będę codziennie dzwonił. Nie będzie dnia żebyś mnie nie usłyszała i zobaczyła.
-Zayn...
-Obiecaj mi że będziesz ze mną szczera. Jeżeli zakochasz się powiedz od razu.
-Zamknij się w końcu.-powiedział i pocałowałam go.
-Podoba mi się.-wymruczał do mojego ucha.
-Nie przyzwyczajaj się, kochanie.
Nagle do domu weszła Sarra trzaskając drzwiami.
-Wszystko ok?-zapytałam widząc jak przechodzi zła przez salon.
-Wyjeżdżamy po jutrze. Spakuj się. Mam dość tego zasranego dupka.
-O kim mówisz?
-O Tom'ie.
-A mówiłem żebyś trzymała się od niego jak najdalej.-powiedział Hazz stojąc w przejściu.
-Zamknij się palancie bo jak Ci przywalę to cie własna matka nie pozna.-warknęła na niego.
-Dajesz.
Sarra zamachnęła się ręką zaciśniętą w pięść.
-Nie!-odciągnęłam przyjaciółkę od przyjaciela.
-Chodźmy się spakować.
-Sama dam sobie radę.-odepchnęła mnie i ruszyła na górę. Po drodze do pokoju zbiła jeszcze waze.
-Ej to było drogie!-krzyknął Styles.
Wkurzona dziewczyna wzięła wazon i rzuciła w chłopaka, ale on zrobił unik na szczęście.
-Ja jej pokaże.-powiedział i poszedł do jej pokoju. Przez najbliższe kilka minut było słychać krzyki, a nagle nic. Spokój i cisza. Chyba nic sobie nie zrobili prawda?
Szybko weszłam do jej pokoju. Zobaczyłam Sarre, która ma twarz utkniętą w torsie chłopaka i wali go pięściami. Po chwili również go przytuliła i zaczęła płakać.
-Ciii...mówiłem Ci że on nie jest ciebie warty.
-Ale ja go kocham.
-Wiem jak Cie to boli. Też kiedyś kogoś kochałem a ten ktoś wolał mojego wroga.
-Biedactwo.
Powoli się wycofałam i poszłam do swojego pokoju. Sięgnęłam walizkę i zaczęłam pakować do niej ciuchy.
-Jutro wieczorem mamy samolot.-powiedziała Walker wchodząc do mojego pokoju.
Pokiwałam tylko głową i dokończyłam pakowanie.

**Następny dzień**
Obudziłam się na ziemi koło walizki. Była godzina 12:30. Samolot mamy o 20:00.
Przykro mi trochę że opuszczam chłopców, a najbardziej będę tęsknić za Zayn'em.
Kocham go. Teraz jestem pewna swoich uczuć. Szkoda że tyle to trwało.
Wstałam i pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam długą kąpiel po czym się ubrałam i pomalowałam. Spakowałam do torby jeszcze ręcznik i kosmetyki. Teraz jestem gotowa do wyjazdu.
Zeszłam na dół i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę i według mojej tradycji poszłam z nią do salonu. Następnie poszłam z Sarrą na miasto. Będę tęsknić za Londynem.
-Chodźmy tam.-pokazała palcem na pewien sklep. Weszłyśmy, a Walker od razu zaczęła oglądać pełno ciuchów i co trzeci wkładała do koszyka.
-Wybrałaś coś sobie?-zapytała mnie godzine później.
-Kupiłam tą sukienkę.-pokazałam jej.
-Ja kupiłam pełno rzeczy.-zaśmiała się i pokazała na trzy torby.
-Dobra musimy wracać za 6 godzin mamy samolot.
-No tak.
I poszliśmy do domu.

**Kilka godzin później**
-Chłopcy! Jeżeli chcecie iść z nami musicie już wychodzić.
-Spokojnie. Droga na lotnisko to 10 minut.
-Ale my za pół godziny mamy lot!!
-O jezu! No to idziemy.

**Na lotnisku**
-Pasażerowie lotu do Paryża proszeni są o udanie się na pokład samolotu. Dziękuje.-rozległ się głos w głośnikach.
-No...to czas się pożegnać.-powiedziałam i przytuliam każde z nich. Na końcu był Zayn.
-Będę tęsknić. Bardzo.-powiedział i przyciągnął mnie do siebie.
-Ja bardziej.
-Pamiętaj że cie kocham.-szepnął i pocałował mnie czule.
-Nigdy nie zapomnę.-jeszcze raz go przytuliłam.
Sarra też pożegnała się z każdym z chłopców i ruszyliśmy na samolot.

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 11

Usłyszałem otwieranie drzwi i...szybko wyskoczyłem przez okno.
-Do kurwy nędzy...gdzieś musieli się schować!-usłyszałem tylko tyle ze strony policjantów, ponieważ próbowałem dogonić chłopaków. Zobaczyłem ich skradających się pod jednym oknem w jakimś domu. Szli na kolanach ponieważ było tam oświecone światło i to znaczyło, że ktoś tam jest i może nas nakryć. Gdy oni byli trochę dalej, podbiegłem i wręcz rzuciłem się na nich.
-AAAAAAAAAAAAAA...-zaczęli kwiczeć jak baby, a szczególnie Louis, którego przez przypadek kopnąłem kolanem w czułe miejsce, jak się na nich rzuciłem.
-Zayn! Debilu! Mogą nas usłyszeć!-zaczął wydzierać się na mnie Niall.
-Nie usłyszą, spokojnie. A teraz koniec tych pogaduchów. Lecimy do domu.-
-Jak to lecimy? To my mamy skrzydła?-zapytał Harry. Ja i pozostała trójka podnieśliśmy jedną brew, kiedy ten idiota zaczął wymachiwać rękami i podskakiwać.
 -Musisz to zrobić z rozbiegu.-zażartował z niego Lou. Hazza chyba wziął to na poważnie, ponieważ rozbiegł się, po 2 sekundach biegnięcia podskoczył wymachując rękami.
-Czy pod moją nieobecność on coś ćpał?-
-Haha...chyba byśmy widzieli. No nie?-próbowałem utrzymać Harry'ego w jednym miejscu, ale on ciągle podskakiwał.
-Niech biega, przynajmniej szybciej uśnie...-powiedział blondyn. Zaśmialiśmy się po czym Liam, jedyny normalny, pomógł mi uspokoić Hazze i zanieś go do auta. Wsadziliśmy go na tylne siedzenie, po czym ja poszedłem na miejsce kierowcy.
-Daleko jeszcze?-pytał się po raz setny Harry.
-Nie.-
-Mówisz tak od kilkunastu minut i co? Nadal nie dojechaliśmy.-
-Boże! Zamknij swój kaczy ryj, albo Cie tu wysadzę i pójdziesz na piechotę!-Zacząłem się wydzierać na przyjaciela.
-Nie miłe.-mruknął pod nosem. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy pod dom. Czemu dopiero po kilkunastu minutach? Bo Harry'emu zachciało się siku i musieliśmy czekać za nim na stacji benzynowej. Weszliśmy do domu. Było jakoś dziwnie cicho.
-Tylko nie hałas...-nie dokończyłem, ponieważ Harry już zbił wazon. Wszystkie pary oczów powędrowały na niego.
-To nie ja.-przewróciłem oczami. Wchodząc po schodach zauważyłem kogoś na nich.
-GIŃ ZŁODZIEJU, GIŃ!!!-no tak to była Sarra. Zaczęła mnie bić kijem bejsbolowym.
-Uspokój się. To tylko my.-powiedziałem wydzierając jej kij z ręki kiedy nie przestawała mnie bić. Oświeciłem światło.
-O to wy. Sorry...-
-Nic się nie stało. Ale następnym razem pytaj się kto to!-powiedział Hazza.
-A ty następnym razem mów lub dzwoń, że gdzieś jedziesz!-
-Martwisz się o mnie?-Harry podniósł jedną brew.
-Pff...chciałbyś.-powiedziała i wróciła do pokoju.
-To było niemiłe.-

**Następny dzień**
**Perspektywa Alice**
-Czyli to znaczy, że będziemy tu jeszcze jakieś 2 tygodnie?-zapytałam mojej przyjaciółki podczas spacerowania po parku.
-Tak.-
-To dobrze...-
-Dlaczego nie chcesz ich widzieć?-zapytała się kiedy usiadłyśmy na ławce. Zaczęłam jej wszystko opowiadać.
-Teraz już wiesz dlaczego się ich boję?-zapytałam na koniec mojej opowieści. Sarra pokiwała twierdząco głową.
-Ale wiesz, że nie odzywanie się do nich nic nie da?-
-Tak wiem. Ale to mi tylko przypomina o moim ojcu.-
-Naprawdę chcesz teraz go wspominać? On był chory. Najpierw zabił twoją matkę, a potem prawie ciebie. A teraz co? Siedzi w pierdlu i możliwe, że nawet niedługo z niego wyjdzie! I co wtedy bę...-przerwał jej dzwonek telefonu. Widziałam ja śmiała się podczas rozmowy. Po krótkim czasie wróciła.
-Kto dzwonił.-
-Tom. Muszę lecieć umówiłam się z nim w kawiarni. Papa.-
-Pa.-po co ona się z nim zadaje?! To jest tylko pieprzony dupek, który na pewno ją tylko wykorzysta i porzuci.

**Perspektywa Sarry**
Weszłam do kawiarni. Mój wzrok od razu przystanął na uśmiechniętym Tom'u. Usiadłam na krześle.
-Kupiłem Ci latte.-
-Skąd wiesz, że to lubię?-
-Jak byliśmy nastolatkami to zawsze chodziliśmy do kawiarni.-
-A może gust mi się zmienił...-uśmiechnęłam się.
-To masz problem.-wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.
-To było niemiłe.-
-Wiem. Ale taki już jestem. Przyzwyczaj się kochanie.-jak na razie to ja tylko przyzwyczaiłam się do słowa kochanie. Zawsze mówił tak do mnie.
-Okey, teraz na poważnie. Coś się stało, że tak nagle zadzwoniłeś?-
-Czy to, że zadzwoniłem ma zaraz znaczyć, że coś się stało?-nienawidzę gdy ktoś odpowiada pytaniem na moje pytanie.
-No tak...-
-No nie. Ja po prostu chciałem zobaczyć moją najpiękniejszą przyjaciółkę.-
-Jesteś kochany.-pocałowałam go w policzek.
-Wow. Powinnaś to robić częściej, ale gdzieś bardziej...tu-powiedział wskazując na swoje usta. Ja w odpowiedzi wystawiłam mu środkowy palec.
-Niemiłe.-
-Wiem. Ale taka już jestem. Przyzwyczaj się kochanie.-powiedziałam.
-A to już były moje słowa.-
-No właśnie! Były! Bo już nie są!-
-Ale teraz na poważnie...-przerwałam mu.
-Nie wiem czy potrafię.-znów zaczęliśmy się śmiać.
-Kiedy wyjeżdżasz?-
-Za dwa tygodnie.-
-Już? Nie możesz tu zostać?-
-Przykro mi, ale tam mam szkołę. Tatę. Maddy.-
Siedzieliśmy jeszcze kilka godzin ciągle sie śmiejąc. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest 21.30.
-Okey. Ja już będę lecieć. Papa-
-Poczekaj odwiozę cię.-bez namysłu się zgodziłam.
********
-Spotkamy się jutro. O 15 w parku?-
-Jasne. Papa.-pocałowałam go w policzek. Kiedy spojrzałam na niego, zrobił smutną minkę i pokazał palcem na swoje usta. Pocałowałam go delikatnie, lecz on po chwili pogłębił pocałunek. Położył swoje dłonie na moich biodrach. Ja swoje splotłam na jego karku. Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie.
-To mi się podobało.-uśmiechnęłam się.
-To papa, kochanie.-pobiegłam do drzwi wejściowych. Weszłam do domu.
-Kto to był?-zapytał Hazza, zaraz jak weszłam.
-A co cię to?-
-To ja pytałem pierwszy.-powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Na prawdę? Teraz będziesz jak przedszkolak?-powiedziałam i poszłam w stronę schodów. Nie zaszłam daleko, ponieważ poczułam szarpnięcie. Harry chwycił mnie za ramiona i obrócił tak, że teraz stałam twarz w twarz z nim.
-Pytam się ostatni raz. Kto to był?-
-T-t-t-t-om. Tom.-
-A co ja Ci kurwa wcześniej powiedziałem.-ścisnął mocniej moje ramiona.
-Nic mi nie mówiłeś.-
-Masz. Trzymać. Się. Od. Niego. Jak. Najdalej. Rozumiesz.-cały czas mówił przez zaciśnięte zęby.
-A niby dlaczego?-
-Bo on zabija ludzi. Rozumiesz. Dokładnie tak...-przerwałam mu.
-Dokładnie tak jak wy?-jeszcze bardziej zacisnął moje ramiona.
-Ty nic o nas nie wiesz. Nie masz prawa nas osądzać.-
-Wiem wszystko. Alice mi o wszystkim opowiedziała.-
-Nawet ona nie wie wszystkiego.-i jeszcze mocniejszy uścisk.
-Harry to boli! Puść mnie! Rozumiesz! Puść!-zaczęłam się wydzierać. On się tylko zaśmiał. Pytanie za sto punktów. Czy Harry jest pijany czy tylko taki głupi? O ja znam odpowiedź! Po prostu jest taki głupi. Ostatnimi siłami odepchnęłam go od siebie. Uderzyłam w twarz i pobiegłam do swojego pokoju. Spojrzałam w lustro. Moje ramiona są koloru ciemnego czerwonego, lub bordowe. Dotknęłam je. Syknęłam z bólu. To tak cholernie boli. Wzięłam mój telefon i napisałam SMS-a.
Do: Tom.
Błagam, zabierz mnie stąd!
Po chwili dostałam odpowiedź.
Od: Tom
Ale dlaczego? Co się stało? Okey, przyjadę. Będę za 15 minut.
Włożyłam telefon do kieszeni i usiadłam na łóżku czekając na Tom'a. Minęło równe 15 minut, a usłyszałam jak mój telefon zadzwonił, a po chwili połączenie zostało przerwane. Wiedziałam, że to on. Szybko zbiegłam na dół. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Po drodze opowiedziałam Tom'owi o tym całym zajściu.
-A to gnojek! Zapłaci za to!-krzyczał uderzając pięściami o kierownicę. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy.
-To tu.-powiedział wskazując na piękny dom. Weszliśmy do środka. Tom, poszedł na górę, a ja zanim. Chwilę grzebał w szafie. Potem ją zamknął i podszedł do mnie.
-Masz. Idź się przebrać.-powiedział dając mi swoją bluzę. Poszłam do łazienki. Przebrałam się w jego ciuch. Jego bluza sięgała mi prawie, że do kolan. Wyszłam z łazienki i podreptałam do jego pokoju. Weszłam do środka. Zobaczyłam, że Tom leży z telefonem w ręce. Weszłam pod kołdrę. Mój przyjaciel wstał i wziął koc.
-Co ty robisz?-
-Idę spać do salonu?-i znów mi to robisz! Odpowiadasz pytaniem na pytanie!
-Po jaki chuj idziesz do salonu?-
-Żeby spać?-
-Chodź.-odchyliłam kawałem kołdry. Mój przyjaciel niezdarnie położył się obok mnie.Po chwili przysunął się bliżej.
-Nie rozumiem jak ktoś może skrzywdzić tak piękną kobietę.-
-No jak widać. Ktoś może.-powiedziałam kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Jego ręka wylądowała na mojej talii. Po krótkim czasie usnęłam.
Czy ja go kocham. NIE! To nie możliwe! A może jednak? Chyba jednak tak, chyba go kocham... 
**********************************************
Wstawiłam rozdział dziś, ponieważ podkradłam komuś wifi! Następny za tydzień w poniedziałek! I oto w taki sposób zakończyłam rozdział 11! Pisałam go cały tydzień i jest!
Tu macie mój Ask
|
|
|
 http://ask.fm/Sarrah2000
 

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 10

-Dobra bez owijania w bawełnę. Thomas to nasz szef.-przerwałam mu.
-Czyli że jesteście w jakimś gangu?-
-Tak! A teraz nie przerywaj!-
-Przepraszam.-
-Ivan to chłopak z wrogiego gangu. Jego szefem jest Martin. Jest jeszcze jeden gang, którego szefem jest Oliver, ale on jest w innym państwie. No więc, jeżeli Thomas nas wzywa to my musimy do niego jechać w przeciwnym razie byśmy go wkurwili, a takiego Thom'a nie chcesz znać. Uwierz. Ale wracając do tematu. Na zlecenie Thoma musimy bić...nawet dziewczyny, zabijać, handlować narkotykami, ale pamiętaj. Ciebie i Sarry nigdy nie skrzywdzimy my, ani ktoś inny.-moje oczy rozszerzały się z każdym jego słowem.
-Jedźcie już.-
-Alice. Wszystko dobrze?-zapytał Liam.
-Jedźcie powiedziałam!-chłopcy zawołali resztę i już ich nie było.
Pobiegłam do pokoju Sarry. Przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać.
-Co się stało?-
-Oni...nie to nie...nie...to nie są moi przyjaciele...oni by tego nie robili...!-w wymowie niektórych słów przeszkadzały mi łzy. Oderwałam się od niej i poszłam do swojego pokoju.

**Perspektywa Zayn'a**
Jechaliśmy spokojnie samochodem na spotkanie z Thom'em gdy nagle zadzwoniła do mnie Sarra.

-Cześć Sarra! Coś się stało?-
-Mam tylko jedno pytanie.-
-Słucham.-
-Co wy zrobiliście Alice, że ona zamknęła się w pokoju?!-
-My...my nic nie zrobiliśmy...-
-Kłamiesz Zayn...kłamiesz, ale pamiętaj. Jak ja się dowiem, że zrobiliście jej coś przykrego to nie przeżyjecie do końca tych wakacji!!!-

Po tych słowach rozłączyła się. Nie powiem, przestraszyłem się. A jak ona naprawdę może mi coś zrobić, chociaż nic złego nie zrobiliśmy. Podjechaliśmy pod dom szefa. Weszliśmy do domu bez pukania i usiedliśmy na kanapie. Chwilę później Thom też przyszedł.
-Musicie załatwić Ivan'a.-
-Ale mu dziś nie możemy.-powiedział Harry.
-A niby dlaczego?-
-Bo mamy inną sprawę do załatwienia.-powiedział Liam.
-Za trzy dni nie chcę go widzieć.-powiedział, a my wyszliśmy. Pojechaliśmy do domu. Szybko pobiegłem do Ali wymijając Sarre. Wszedłem do jej pokoju i zobaczyłem ją skuloną pod ścianą i płaczącą. Podszedłem do niej i ukucnąłem.
-Alice...-powiedziałem łagodnie.
-Wyjdź!-chciałem ją przytulić ale mnie odepchnęła.
-Odejdź...jeszcze coś mi zrobisz. Może złamiesz nos lub rękę, a może gorzej zabijesz mnie.-
-Alice przestań nic Ci nie zrobię. Rozumiesz? Nie miałbym serca Ci coś zrobić.-
-Wyjdź.-wyszedłem. Sarra napadła mnie zaraz przy wejściu do pokoju Ali. Przywarła mnie do ściany. Nie wierze. Jak ona ma tyle siły?
-Pytam się po raz kolejny. Coś ty jej zrobił?-mówiła przez zaciśnięte zęby.
-Powiedziałem jej całą prawdę.-puściła mnie.
-To aż taka straszna była ta opowieść, że ona płacze i się was boi?-
-Najwyraźniej.-powiedziałem i poszedłem na dół. Mam nadzieję, że jutro już przejdzie Ali i wszystko będzie tak jak dawniej.
-Zayn chodź tu szybko.-usłyszałem nawoływanie z kuchni. Pobiegłem tam.
-Co jest?-
-Jedziemy...-
-Gdzie?-chyba za bardzo nie kapuję o co im chodzi.
-Załatwić sprawę z Ivan'em.-
-Ale dlaczego akurat teraz?-
-Ponieważ jutro go już nie będzie, ani w Londynie, ani w Wielkiej Brytanii.-
-Dlaczego? To gdzie będzie?-
-Gdzieś....W AMERYCE!-o kurwa. No to koniec z nami.
-No to ruszać dupy i jedziemy!-krzyknął Li.

**Kilka godzin później**
-Może jakieś ostatnie życzenie masz mój kochany Ivan'ku...-powiedział Hazza, trzymając jego ręce i trzymając pistolet przy jego głowie.
-To jeszcze nie koniec! Myślicie, że jak mnie zabijecie to nikt was nie znajdzie? Moi ludzie są wszędzie! Jak nie zabiją was tu, to mogą to zrobić na przykład w sklepie, przed domem...Wszędzie.-
-Oj Ivan'ku. To koniec twojego czasu. Papa.-powiedziałem i strzeliłem prosto w jego serce. Jego martwe ciało wypadło z uścisku Harry'ego i spadło na ziemie.
-Dobra zwijamy się zanim gliny przyjadą.-powiedział blondyn.
-Już chyba nie zdążymy! NA GÓRĘ SZYBKO!!!-krzyknął Louis. Pobiegliśmy do pokoju od strony ogrodu.
-Wyskoczymy przez okno i uciekniemy przez ogrody.-Louis.
-Jakiś ty mądry <wyczuliście ten sarkazm?>-powiedziałem.
-Nie pierdol tylko skacz!-pierwszy skoczył Liam, potem nasz głodomór, potem Hazza, następnie Lou. Kiedy powoli chciałem wyskoczyć ujrzałem światła za drzwiami.
-Biegnijcie ja was dogonię.-powiedziałem, a już po chwili moi przyjaciele byli gdzieś dwa domy dalej. Okey Zayn, teraz albo nigdy. Usłyszałem otwieranie drzwi i...
*****************
Dodaję dziś, ponieważ nie będzie mnie do następnej środy. Czekam na wasze opinie podane w komentarzach. Następny rozdział w przyszłą środę.
  

Rozdział 9

Niall zamknął drzwi na klucz. Zaraz po tym przywarł mnie do ściany. Pocałował mnie namiętnie. Po chwili przeniósł swoje usta na moją szyję. Odepchnęła go w wyniku czego wylądował na łóżku. Podeszłam do łóżka i usiadłam okrakiem na blondynie. Powoli zdjęłam jego bluzkę i nawet sama nie wiem kiedy pozbyłam się jego spodni. Przerzucił mnie tak, że teraz ja leżałam pod nim. W bardzo szybkim tępie pozbył się mojej sukienki i bielizny. Delikatnie zaczął ssać , przegryzać moje sutki. Cicho wypowiadałam jego imię. W końcu nadeszła ta chwila. Wszedł we mnie. Poruszał się powoli, lecz z czasem jego ruchy stawały się coraz bardziej energiczne. Blondyn doszedł w tym samym czasie co ja. Położył się obok mnie i zasnęliśmy wtuleni w siebie.
**Następny dzień**
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez okno...Zaraz chwila! To nie mój pokój! Gwałtownie podniosłam się na łokciach i od razu tego pożałowałam. Ból głowy był bardzo silny. Usłyszałam ciche chrapanie obok. Obróciłam głowę w tym kierunku. O nie, nie, nie, nie!!! To nie prawda! Nie mogłam przespać się z Niall'em! Powiedzcie że to tylko zły sen i zaraz się obudzę! Wykorzystałam moment że on śpi i zebrałam swoje ciuchy z podłogi po czym poszłam do łazienki się ubrać. Gdy wyszłam blondyn też już nie spał i był w ciuchach.
-Mam pomysł.-powiedziałam.
-Jaki?-
-Zapomnijmy o tym i dalej bądźmy zwykłymi przyjaciółmi.-powiedziałam.
-No dobrze, jeżeli tego chcesz. Zamówiłem taksówkę, zaraz powinna tu być.-ja tylko pokiwałam głową i założyłam buty.
Właśnie mieliśmy wychodzić, gdy zadzwonił telefon Niall'a. On odebrał, a ja stałam i próbowałam cokolwiek usłyszeć.
**Rozmowa telefoniczna**
-Hej Zayn! Co chcesz?-
-Na tej imprezie wczoraj pojawił się Ivan!-
-I czego on znowu chciał?!-
-Liam miał z nim bliskie spotkanie.-
-Nic mu nie jest?!-
-Liam'owi?
-Nie tej kurwa, pytam się o Ivan'a!-
-Spokojnie. Liam siedzi na kanapie obok nas, a Ivan gdzieś leży nieprzytomny za klubem.-
-Ale ty wiesz, że prędzej czy później się zemści i już nie będzie tak łatwo!-
-Ja to wiem.-
-Z tobą nie da się gadać! Jak ty możesz być tak opanowany?!-
-Normalnie. Papa.-
-Nie żadne papa! Tylko zapierdalać mi do Thom'a!
-I co mu powiemy? Myśl logicznie człowieku.-
-Zayn! Zayn! Rozłączył się!
-Możemy już jechać?-zapytałam zniecierpliwiona.
-To ty tu stałaś?!-pokiwałam głową na ,,Tak"
-I wszystko słyszałaś?!-
-Tak.-czy jak coś mi powiecie to będzie koniec świata? Nie!
Wyszliśmy z tego cholernego klubu i wsiedliśmy do taksówki. 30 minut potem byliśmy już w domu. Niall poszedł na rozmowę z chłopakami, a ja do pokoju. Mimo puszczonej muzyki nadal słyszałam ich krzyki typu ,,Po co z nim zaczynałeś?!" ,,Teraz mamy przechlapane!" ,,Trzeba załatwić tego dzieciaka raz na zawsze!!!". Zaraz chwila! Jak to ,,załatwić raz na zawsze"? Co oni znowu chcą zrobić? To wszystko robi się coraz dziwniejsze! Dlaczego nie chcą mi nic powiedzieć? Mają tajemnicę! A to źle znaczy!
Wyłączyłam muzykę i zeszłam na dół.
-Liam co Ci się stało?-zapytałam i podbiegłam do przyjaciela.
-Niall się trochę wkurwił, ale już jest dobrze.-
-Jak to jest już dobrze? Przecież krew leci Ci z nosa!-
-Alice powiedziałem już. Wszystko jest w porządku.-
-Ale wy nie powinniście załatwiać WSZYSTKIEGO przemocą.-
-Liam musimy jechać. Thomas nas wzywa. Ma jakieś zlecenie do nas.-powiedział zapatrzony w telefon Zayn.
-Niby wasz przyjaciel, a zlecenia i zadania wam daje?-
-Alice! Skąd ty się tu wzięłaś?-
-Byłam tu przed tobą. A teraz albo mi wszystko opowiecie, albo stąd nie wyjdziecie.-chłopcy spojrzeli na siebie przerażonym wzrokiem.
-Dobrze opowiemy, ale radze Ci usiąść.-posłuchałam Liam'a i usiadłam na kanapie.
-No więc-zaczął Zayn-yyy...więc...
**************
Hej! Jeżeli chcecie wiedzieć czy Zayn powie prawdę czy też skłamie to musicie poczekać na następny rozdział, który pojawi się na blogu za tydzień!

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 8

**Następny dzień**
-Mam propozycję.-powiedział Zayn.
-Słuchamy.-
-Mój kolega Mat organizuje imprezę w najlepszym klubie jaki tylko jest w Londynie i nas zaprasza. Co wy na to?-
-Wspaniale.-powiedziała Sarra klaskając w dłonie.
-Więc wyjeżdżamy z domu o 20.00. Tylko punktualnie! Chyba nie chcemy się spóźnić?-spojrzał na nas. To, że jestem dziewczyną nie oznacza, że będę trzy godziny siedzieć przed lustrem szykując się!
-Skieruj te słowa lepiej do siebie, bo my w trzy godziny jesteśmy ubrane, umalowane itp. a ty trzy godziny układasz fryzurę, która i tak po godzinie nie jest już idealna.-powiedziała Sarra do Zayna. On natomiast chyba się lekko wkurzył ponieważ zacisnął szczękę, tak, że aż dziwie się, że zębów sobie nie połamał.
-Chodź Sarra pójdziemy wybrać jakieś sukienki.-powiedziałam kiedy jej oczy zrobiły się czarne, po tym jak Zayn jej coś powiedział. Pociągnęłam przyjaciółkę za rękę do mojego pokoju.
Pokazywałam jej dużo sukienek, ale żadna jej nie pasowała. Pokazałam jeszcze kilka i wybrała tą:
       
A ja tą:

Kiedy dochodziła godzina 18:30 poszłam ubrać wybraną sukienkę i wykonać makijaż. Kiedy wyszłam z łazienki Sarra siedziała u mnie na łóżku z kosmetyczką w ręce.
-O hej! Pomożesz mi z makijażem?-
-Jasne.-Wywróciłam oczami. Dlaczego? No bo jak można nie umieć samemu zrobić kilka machnięć tuszem do rzęs, trochę cienia do oczów i gotowe! To nic trudnego! Naprawdę! 
-Co ja bym bez ciebie zrobiła?-zapytała, kiedy skończyłam.
-Nic! A teraz chodź bo jest 19:59!-pospiesznie zeszłyśmy na dół, gdzie czekali na nas chłopcy.
-Wow...wyglądacie...Wow.-Harremu chyba zabrakło słów. Zaczęłyśmy się śmiać.

**4 godziny później**
Impreza trwała dalej. Wszyscy byli napici prawie że do nieprzytomności, nawet Sarra!
Siedziałam sama przy barze i szukałam wzrokiem moich przyjaciół. Liam zagadywał do różnych panienek i od każdej dostawał z liścia, Zayn tańczy na parkiecie, Louis tańczy z jakąś blondynką, Harry poszedł gdzieś z Sarrą, a ja siedzę tu sama co chwile pijąc kolejnego drinka.
-Idziemy tańczyć.-usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Nialla.
-Jasne.-powiedziałam i zeskoczyłam ze stołka. Lekko się zachwiałam, ale na szczęście po chwili odzyskałam równowagę. Chwycił mnie za rękę i zaprowadził na środek parkietu. Położył ręce na mojej talii. Zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki.
 -Ślicznie wyglądasz.-powiedział do moje ucha, jednocześnie zjeżdżając rękami jeszcze niżej. Gwałtownie obrócił mnie przodem do siebie. Oparł swoje czoło o moje, a ja złączyłam nasze usta w czułym pocałunku. Jego duża dłoń przesunęła się po wewnętrznej stronie mojego uda, unosząc lekko sukienkę. Z moich ust wydobył się cichy jęk.
-Nie tutaj...-powiedziałam do jego ucha. Niall jak na zawołanie chwycił mnie za rękę i poprowadził po jakiś schodach na piętro. Szliśmy długim korytarzem, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed jakimś pokojem. Otworzył drzwi wpuszczając mnie do środka.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 6

-Sarruś...-o nie zawsze jak ktoś tak mówi to oznacza kłopoty.
-Tak Hazzuś?-
-Chyba się zgubiliśmy...-że co proszę!
-Jak to z-z-zgubiliśmy się?-
-No po prostu nie wiem gdzie jest wyjście z tego lasu.-chwyciłam telefon i chciałam zadzwonić do Ali, ale nie miałam zasięgu. Rzuciłam go na ziemie. Usiadłam na najbliższym drzewie.
-Spokojnie...pójdę poszukać drogi.-chciał już iść, ale ja mu nie pozwoliłam.
-Pójdziemy razem. Nie chcę tu sama siedzieć.-chłopak chwycił mnie za nadgarstek i szedł przed siebie.
-A mówiłam żeby tu nie wchodzić...-mruknęłam pod nosem.
-Co?-zapytał.
-Ale czy ja coś mówię? Nie.-
-No coś mruczałaś pod nosem. Obgadujesz mnie?-
-Z kim? Z samą sobą?-boże jaki on głupi.
-Albo wiesz co? Tak, obgaduje cię.-
-Ranisz.-pokręciłam głową. Czy on na prawdę myśli,  że ja go obgaduję?!

**3 godziny później**
-Nigdy więcej nie pójdę z tobą na miasto.-
-Dlaczego?-
-Hymm...bo wprowadziłeś mnie do lasu i!!!...-przerwał mi, a ludzie się dziwnie spojrzeli.
-Ciszej, bo co se ludzie pomyślą...-
-I nas zgubiłeś!!!-w tej chwili osoby różnej płci przestały się patrzeć. Co wy se myśleliście?!
-Wynagrodzę Ci to, tylko się uspokój i nie gniewaj na mnie.-uśmiechnął się.
-Niby jak?-uniosłam jedną brew.
-Dowiesz się w swoim czasie.-teraz przypomniały mi się słowa Louisa. Dzięki Hazzuś...
-No dobrze, ale teraz chodź do domu.-pociągnęłam go za sobą, a on prawie przewrócił się na ziemię.
-Ciota.-zaśmiałam się.
-I po raz kolejny Ci to mówię. RANISZ!-i jak tu się z niego nie śmiać.

Weszliśmy do domu i dopiero teraz skapnęłam się, że zostawiłam mój telefon w lesie, po tym jak rzuciłam nim o ziemie. No po prostu zajebiście.
-Twój tata do mnie dzwonił.-powiedziała Alice.
-Tak? I co mówił?-
-Że nie może się do ciebie dodzwonić.-
-Po ja przez kogoś takiego nie miałam zasięgu w telefonie i przypadkiem zostawiłam go.-
-Gdzie?-
-W lesie.-
-Skąd ty znalazłaś się w lesie?-
-Taka ciota mnie tam zaprowadziła i nas zgubiła!-
-RA...-przerwałam Harremu.
-Tak, tak wiem ranię. Możesz się człowieku ogarnąć i przestać z tym ,,ranisz'' to jest wkurwiające!!!-zwróciłam się do Szanownego Pana ,,Ranisz''.
-Spokojnie, już Ci dzisiaj powiedziałem, że masz się nie złościć, bo złość urodzie szkodzi. Zmarszczki Ci kochanie wyjdą.-
-Ty się chyba często złościsz, bo ci już zmarszczki wyszły.-trzeba się trochę z nim podroczyć.
-Ale ja nie jestem kobietą, to się dzieje u kobiet.-
-No wiesz...ja nie wiem co ty chowasz w spodniach pod majtami.-musiałam to powiedzieć. Zaczęłam się śmiać, a Alice razem zemną. Chyba odebrało mu mowę.
-Bardzo śmieszne....Ha Ha Ha.-czy to miał być sarkazm?
-No bo jest śmieszne.-mówiła Ala przez śmiech. Szanowny Pan lub Pani ,,Ranisz'' poszedł lub nawet poszła
z udawaną obrazą w stronę swojego pokoju. Życzymy ,,Pani' powodzenia z takim podejściem do życia.
-Ja też już idę. Pa.-zwróciła się do przyjaciółki.
-Gdzie? Przeprosić Panią Hazzusię?-
-Nie. Do swojego pokoju idę-powiedziałam i pobiegłam.

Włączyłam laptopa i obczaiłam różne pierdoły takie jak facebook, twitter, skrzynka e-mail...Chyba muszę pomyśleć nad kupnem nowego telefonu. Postanowiłam się od razu przebrać w inne ciuchy. Ubrałam się w to:
  
I oto w taki sposób zleciała mi godzina. A jest 18:00. Zeszłam na dół i od razu poczułam zapach alkoholu. Dajta wiadro będę rzygać. Nigdy nie lubiłam tego zapachu, a co innego mówić o wypiciu tego...podeszłam do nich.
-Dlaczego mnie nie zawołałaś. Dobrze wiesz, że lubię ten film.-pokazałam na telewizor.
-Mówisz do mnie czy do pani Hazzusi?-
-Alice...-
-Miałam po ciebie iść, ale sama przyszłaś.-I jak tu się z nią dogadać?

**Perspektywa Alice**
Wzięłam pierwszą butelkę piwa i upiłam łyk. Podałam Sarze, ale ona nie chciała...jej strata. Postanowiłam, że muszę iść do toalety. Poszłam prosto korytarzem, następnie skręciłam w prawo i już. Prosta droga prawda? Poprawiłam makijaż, bo lekko mi się rozmazał, a ja jak to ja nawet na krok się nie ruszę bez makijażu. Wystarczą zwykłe pomalowane rzęsy. Najpierw zmyłam stary makijaż i oblałam twarz zimna wodą. Spojrzałam w lustro. Co tu do cholery robi Zayn? I dlaczego uśmiecha się jak jakiś niedołężny umysłowo? Odwróciłam się w jego stronę. On zakluczył łazienkę i schował klucz do tylnej kieszeni spodni. Podszedł bliżej mnie. Szczerze? Obleciał mnie strach. Znam go od dziecka i wiem jaki jest Zayn po alkoholu. Chciał mnie chyba pocałować, ale ja się odwróciłam. To tylko mój przyjaciel, nie czuję nic więcej do niego. Tak mi się wydawało. Chyba się tym lekko wkurzył. Jego piękne, brązowe oczy pociemniały i przybrały kolor bardziej czarny. Bałam się, cholernie się bałam.
-Ale kotek...ja wiem, że tego chcesz.-powiedział prosto do mojego ucha.
-Zayn ja nic do ciebie nie czuję...jesteśmy przyjaciółmi.-próbowałam go odepchnąć. Jednak na marne.
-Puść mnie!-
-Spokojnie.-
-Otwórz te drzwi! Słyszysz!-udało mi się odepchnąć. Był lekko wkurzony. Zacisnął ręce w pięści. Nie uderzy dziewczyny prawda. Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i...wyjął klucz.
-Naprawdę go chcesz?-
-Tak!-
-Bardzo?
-Zayn!-
-Oddam ci go pod jednym warunkiem.-chytry uśmieszek zagościł na jego twarzy. Mam się bać?
-Słucham.-on nastawił policzek. Mógł wymyślić coś coś lepszego...Zbliżyłam swoje usta do jego policzka, a on w ostatniej chwili odwrócił głowę, tak że akurat trafiłam swoimi ustami w jego. Szybko wyrwała mu klucz i odeszłam kawałek. Odkluczyłam drzwi i nim wyszłam dałam mu z ręki w twarz i wybiegłam stamtąd.