sobota, 29 marca 2014

Rozdział 5

 Poszliśmy do salonu, gdy nagle...zadzwonił mój telefon. Gdy tylko spojrzałem na wyświetlacz od razu opuściłem pomieszczenie. Myśląc, że w kuchni będę bezpieczny poszedłem tak i odebrałem.

**Rozmowa telefoniczna**
-Musicie do mnie przyjechać.-
-Ale my dziś nie możemy.-
-Ale mnie to kurwa obchodzi. Narozrabialiście to teraz to naprawcie!-
-Mamy chyba prawo mieć wolny dzień! Już przed chwilą ratowaliśmy Harrego!-
-A ja mówiłem wam, że jak już kogoś zabijacie, to chociaż zabijcie wszystkich, bo zawsze jest ktoś taki kto doniesie na policje!-
-Kurwa mać Thomas! Zrozum! Mamy też swoje życie i chcemy się nim nacieszyć!-
-Za. Półgodziny. Macie. Być. U mnie.-
Rozłączył się, a ja rzuciłem telefonem o ścianę. Kurwa powinienem panować nad sobą.
-Chłopacy jedziemy do Thomasa.-powiedziałem zakładając buty.
-Kto to jest Thomas?-tym razem pytanie zadała Alice.
-Nasz kolega. Chciał, abyśmy do niego na chwilę przyjechali.-powiedziałem i czym prędzej wyszedłem z domu, wsiadłem do samochodu.

**25 minut później**
Zapukałem do drzwi, a po chwili otworzył mi Thomas. Weszliśmy do jego domu.
-Słuchamy?-
-Wszystko nam się powoli rozpierdala! Ty zostałeś zgarnięty przez policjantów.-wskazał na Harrego.
-Konkrety, prosimy. Nie mamy całego dnia.-powiedział Liam.
-Tom jest na wolności.-
-Tyle to wiemy, Harry go pobił. Coś jeszcze?-powiedział Louis.
-Musicie go załatwić! On nam we wszystkim przeszkadza!-powiedział Thom<tak mówimy na niego w skrócie>
-Ale jak?!-
-Nie wiem! Znacie kogoś kto się z nim przyjaźni? Dacie rade zawsze dajecie rade.-
-Sarra!-krzyknęliśmy równocześnie.
-Co?!-
-Nasza znajoma, która go bardzooo dobrze zna, a wręcz mogę powiedzieć, że sa jak rodzeństwo.-powiedział Hazza.
-Dobra. Nie wnikam jak go załatwicie, ale macie to zrobić!-dlaczego on ciągle na nas krzyczy! Czy on wie, że to jest nie miłe?! Wyszliśmy z jego domu trzaskając drzwiami.
-Czy on nie ma kurwa innych ludzi! Czy to my musimy wszystko załatwiać!
-Najwyraźniej!-

**Perspektywa Alice**
-Czemu oni ciągle gdzieś jeżdżą?!-
-Spokojnie...zaraz wrócą...-
-Ej no właśnie! Co wtedy mówili policjanci?-
-Coś o narkotykach, pobiciach i zabitych osobach...-coś mi tu się nie zgadza. Znam ich od dawna i nigdy mi o niczym nie mówili. Czy oni coś ukrywają? No patrzcie, dziw że w ogóle do domu wrócili! Jest 22:59!
-To ja idę spać! Dobranoc!-krzyknęła Sarra i już jej nie było w salonie.
-Ja też.-poszłam na górę. Jeszcze kiedyś wyduszę z nich wszystko.

**Następny dzień**
Wstałam i po cichu zeszłam na dół. Usłyszałam, że o czymś rozmawiają. Postanowiłam, że nie będę jeszcze wchodzić do kuchni. Wiem, że to nieładnie podsłuchiwać, ale na razie to jedyny sposób na dowiedzenie się prawdy...
-Musimy im powiedzieć!-krzyczał Zayn.
-Ale nie możemy rozumiesz?! Zaczną nas się bać, znienawidzą nas a tego bym nie wytrzymał.-krzyczał Harry.
-On tego nie wytrzyma, a szczególnie jak Sarra go z nienawidzi!-śmiał się blondyn.
-Słuchajcie! One mogą przez nas być w niebezpieczeństwie!-Liam.
-Ale jak im powiemy, to uciekną, a jak uciekną to też może im się coś stać! Wiesz przecież jak łatwo jest namierzyć kogoś!-krzyczał Hazza.
-Ale i tak musimy im powiedzieć.-Wow jaki spokój w głosie Zayna.
-Czyli co powiesz?! ,,Hej dziewczyny! Wiecie co?! Zabijamy sobie ludzi, którzy staną nam i naszemu szefowi Thomasowi na drodze i do tego handlujemy narkotykami"-Louis próbował przedrzeźniać Zayna i śmiesznie mu to wychodziło. Ale nie STOP! Dosyć tego! Wchodzę tam! Zrobię taki wjazd na kuchnię!
Spokojnie weszłam do pomieszczenia, a chłopacy od razu umilkli.
-Hej.-powiedziałam.
-Hejka.-odpowiedzieli wszyscy oprócz Nialla. Mogłam się tego spodziewać. Zrobiłam płatki z mlekiem i poszłam do salonu. Nagle poczułam kogoś ręce na ramieniu. Ze strachu podrzuciłam miskę. Po chwili był głośny dźwięk i pełnio mleka na ziemi. Sarra zaczęła tarzać się po podłodze ze śmiechu. Chłopacy przybiegli z prędkością świata, a gdy zobaczyli, że to tylko miska wydała taki dźwięk odetchnęli z ulgą. Liam próbował uspokoić Saru, a ja z Zaynem zaczęłam wszystko sprzątać.
-Uspokój się!-krzyczał Li, ale Sarita tak jakby była w swoim świecie i nikogo nie słyszała. Minęło 15 minut i dopiero się uspokoiła. Wstała z podłogi i chwyciła się za brzuch.
-Chyba przez większość mojego życia nie będę mogła się śmiać.-teraz to my się śmialiśmy, ale z niej.
-No ale mi pomagacie.-powiedziała i poszła do kuchni. Po chwili przyszła z 10 kanapkami. Spojrzeliśmy na nią.
-No co? Głodnym nie można być?-znów się śmialiśmy
-Nie śmiejcie się! Głowa mnie boli!-krzyknął Lou i położył ręce na stole, a na nich głowę.
-Ale ty wiesz, że dziś jedziesz do swojej mamy. Obiecałeś jej!-Tomlinson przez chwilę leżał tak, a po chwili z prędkością świata podniósł głowę.
  
-Nieeeeeeeeeeeeeee!-zaczął krzyczeć. Zaczęliśmy się z niego śmiać.
-Masz tam być na 12:30, a jest 11:00.-
-To ja już idę.-powiedział z grymasem na twarzy i chciał wyjść.
-Lou ja nic nie mówię, ale ty jesteś w pidżamie!-krzyknęłam, gdy otworzył drzwi i był już jedna nogą za progiem.
-A to dlatego te kobiety się tak na mnie patrzyły. A ja myślałem, że się im podobam.-Zayn walnął się otwartą ręką w czoło. Louis pobiegł na górę, a po chwili  zszedł na dół.

**Perspektywa Sarry**
Poszłam do pokoju i przebrałam się w to:

Zeszłam do reszty.
-Chodź pokaże Ci okolice!-krzyknął nagle Harry ciągnąc mnie do drzwi.
-Ale ja znam okolice...-przerwał mi.
-To poznasz jeszcze raz. Chodź.-ledwo co zawiązałam buty. Szliśmy cały czas się śmiejąc. W pewnym momencie chciał chwycić się gałęzi i jak to ,,dzieci' robią, pobujać się na niej, ale gdy tylko się jej chwycił i uniósł 1 cm nad ziemię ona pękła i spadł na dupę. Zaczęłam się z niego śmiać.
-A las też Ci Liam pokazywał?-uniósł jedną brew.
-Nie...ale ja i tak tam nie wejdę!-
-Dlaczego?-
-Bo mnie wilki zjedzą.-on zaczął się śmiać. Wziął mnie na ręce i wbiegł to tego okropnego miejsca.
-Puszczaj słyszysz!-darłam się na całe gardło.
-Nie krzycz mi do ucha, bo ogłuchnę!-
-Nie krzycz na mnie!-
-Nie będę, jak przestaniesz krzyczeć!-
-I znowu krzyczysz.-powiedziałam łagodnie.
-I puść mnie do cholery!-postawił mnie na ziemie.
-Już panienka jest zadowolona?-dałam mu w twarz. Miał cały czerwony polik, w kształcie mojej ręki.
-Masz. Mnie. Stąd. Wyprowadzić.-wycedziłam przez zęby.
-Spokojnie. Złość urodzie szkodzi.-powiedział i się uśmiechnął. Boże jakie on ma ładne dołeczki i ten uśmiech...
-Czyli mi nie zaszkodzi.-powiedziałam śmiejąc się.
-Ej! Przecież jesteś piękna...-przerwałam mu.
-No w snach jestem, w realu jestem trollem spod mostu.-
-Nie kłóć się zemną! Jesteś piękna i koniec!-
-Nie będę się kłócić, jak mnie stąd wyprowadzisz.-uśmiechnęłam się do niego pokazując szereg białych zębów. Chwycił mnie za rękę i poszedł w jakąś stronę...

***************************************************************
Kolejny bohater opowiadania :-)



Thomas Blanck. Ma 22 lata. Szef chłopców. Odwieczny wróg Toma.

5 rozdział już za nami! Następny za tydzień!

środa, 26 marca 2014

Rozdział 4

-A pamiętasz jak nazywałam cię, gdy byłyśmy w przedszkolu?-chciałam jej jakoś polepszyć humor.
-Nazywałaś mnie Sarita.-zaśmiała się przez łzy.
-Alice, Sarra...my musimy coś załatwić za godzinę będziemy.-powiedział Liam, który stał opartu o futrynę.
-Dobrze?-powiedziałam, gdy już wyszedł. Sarra, gdy usłyszała dźwięk zamykanych drzwi pospiesznie założyła buty.
-A ty gdzie się wybierasz?-zapytałam.
-Do szpitala...przecież to nadal mój przyjaciel.-
-Nigdzie nie pójdziesz...-przerwała mi.
-Alice ja muszę. To ja widziałam go tam na ulicy półprzytomnego.-
-Daj mi dokończyć. Nigdzie nie pójdziesz beze mnie.-uśmiechnęłam się do niej. Szczerze to nie chciałam tam iść, no ale dla Saru mogę się poświęcić. Podobnie jak ona założyłam buty i wyszłyśmy z domu. Droga do szpitala nie trwała długo. Sarra gdy tylko zobaczyła ten budynek pobiegła najszybciej jak mogła. A ja za nią.
Wleciała do szpitala:
-Gdzie leży Tom Jonson?-zapytała cała zdyszana.
-Sala 109-powiedziała kobieta. Sarah ruszyła jak głupia, a ja posłałam kobiecie przepraszające spojrzenie. Latała po całym piętrze szukając odpowiedniej sali.
-Gdzie to jest?!-
-Sarra idź z cztery kroki w przód.-powiedziałam, a ona wykonała moje polecenie. Stanęła dokładnie przed salą 109. Wzięła głęboki wdech i pospiesznie weszła do pomieszczenia. Zamurowało mnie. Łóżko było puste. Jeszcze raz upewniłam się czy to ta sala. I to była ta właściwa. Pociągnęłam Sarre do pomieszczenia, w którym siedzą lekarze. Zapukałam i weszłam.
-Przepraszam. Czy wie pan może gdzie leży...yyy...Sarra jak on się nazywał.-
-Tom Jonson.-szepnęła mi na ucho.
-Gdzie leży Tom Jonson?-zapytałam jeszcze raz doktorka w śmiesznym fartuszku, który akurat wychodził z tego pomieszczenia.
-Sala 109.-
-No, ale tam nikogo nie ma.-
-Dobra słuchajcie dziewczyny. Znajdźcie doktora Zielarskiego. On badał tego chłopaka.-powiedział i poszedł. No wie pan co, tyle pan nam pomógł, że normalnie szkoda gadać. Tylko gdzie ja znajdę tego całego Zielarskiego. A jak już o nim wspominamy, to swoją drogą ma zabawne nazwisko.
-Przepraszam, gdzie jest doktor Zielarski?-zapytałam pielęgniarkę, która właśnie przechodziła.
-Aktualnie bada jakąś kobietę w sali 25.-powiedziała, uśmiechnęła się i poszła dalej. Podeszłam do windy. Gdy już byłyśmy na parterze i przed tą salą, zapukałam i weszłyśmy.
-Przepraszamy. Szukamy Toma Jonsona.-powiedziała Sarra.
-Dziś został wypisany. Nie miał poważnych obrażeń więc mógł iść do domu.-chyba zaraz się wkurwię.
-Ale pani w recepcji mówiła, że on jeszcze tutaj jest!!!-
-No to może był jakiś błąd, a teraz proszę was abyście wyszły.-powiedział i wskazał ręką na drzwi.
-Wal się doktorku.-mruknęła moja przyjaciółka i wyszłyśmy. No świetnie. Czyli ja latałam po piętrach szukając tego pedała, a go tu nawet nie ma!
-Chodź idziemy do domu.-przytaknęłam tylko głową. Najbardziej się bałam tego, że albo doniesie na Harrego albo sam się na nim odegra, no ale wtedy też może pożałować tego reszta i my też, chociaż.. Niall mógłby żałować.

**Kilka dni później**
**Perspektywa Sarry**
Siedziałam z Alice i Harrym w salonie. Oni grali w papier, kamień, nożyce a ja grałam na telefonie. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Sarra idź otwórz.-powiedzieli równo. Wstałam z kanapy wzdychając i podeszłam do drzwi i je otworzyłam, a tam stało dwóch policjantów.
-Czy jest w domu pan Harry Styles?-nie powiem przestraszyłam się.
-Harry!-zawołałam, a chłopak po chwili stanął koło mnie.
-Tak?-
-Jest pan zatrzymany.-
-Ale on pobił tylko jednego człowieka!-krzyknęłam i spojrzałam na lokowatego. On spuścił głowę o co tu chodzi?
-Jednego człowieka powiada pani?-
-No tak...-jeden wyjął jakieś kartki zaczął czytać.
-Teraźniejsze pobicie, inne pobicie z skutkiem śmiertelnym, handlowanie narkotykami, zabicie trzech osób...-przerwałam mu.
-Niech pan nie kończy tego dobrze?-
-Dobrze.-
Już po 10 minutach widziałam w oknie jak wsadzają Harrego do wozu policyjnego. Już nic nie rozumiem. Czy oni są w jakimś gangu czy co? No niech ktoś mi odpowie na moje pytania. O a oto one:
1. Jakie narkotyki?
2. O co chodzi z Tomem?
3. Dlaczego oni zabijają ludzi?
Na razie tylko tyle pytań. Po chwili na dół zeszli chłopacy.
-Gdzie jest Harry?-zapytał Lou.
-Policjanci go zatrzymali.-
-Okay. Musimy gdzieś jechać!-krzyknął Zayn.
-Louis. Chodź na chwilę ze mną.-
-Nie mogę teraz. Potem.-
-Teraz!-krzyknęłam zdenerwowana tym wszystkim. On podniósł ręce w geście obronnym i poszedł do kuchni.
-Słucham?-zapytał.
-Policja mówiła coś o narkotykach, zabitych trzech osobach. Chce wiedzieć o co tu chodzi!
-Kiedyś ci powiemy. A teraz musze lecieć skarbie.-
-Jeszcze raz powiesz do mnie skarbie, a nie będziesz miał ani jednego zęba w swojej papie!-
-Ostro.-powiedział przygryzają wargę.
-Albo teraz mi powiesz o co chodzi i gdzie jedziecie, albo ja pojadę za wami.-cały czas mówiłam przez zaciśnięte zęby.
-Słuchaj. Wszystkiego się dowiesz, ale w swoim czasie.-powiedział i jak najprędzej wyszedł. Jaki ten świat jest głupi.

**Perspektywa Zayna**
**30 minut później**
-To jak robimy wjazd na komende policji?-zaśmiał się Liam.
-Nie. Wejdziemy normalnie. Mam plan, więc róbcie to co ja. I tylko nic nie schrzańcie.-powiedziałem.
-Właśnie. Tylko nic nie schrzańcie.-powiedział Niall.
-Ale wiesz, że to zdanie w większości tyczyło się ciebie.-powiedziałem, a on obrócił głowę w geście obrażenia.
-Zjedz snikersa, bo zaczynasz strasznie gwiazdożyć.-zaśmiał się Louis podając batonika blondynowi. Skąd on do cholery wziął snikersa?!
-Idziemy.-
Pospiesznie weszliśmy do budynku. Podeszliśmy do tej kobiety za ladą. Plan był taki. Chcieliśmy uratować Harrego, więc ta kobieta może nam pomóc. Powie coś policjantą i oni wyjdą, a my zgarniemy naszego przyjaciela. Jak namówimy tą kobietę do pomocy? Więc, albo pomoże nam ,,samodzielnie" albo ją lekko zastraszymy.
-Co panów tu sprowadza.-zapytała.
-My do Harrego.-powiedziałem wprost.
-Jest teraz przesłuchiwany. Nie mogą go panowie odwiedzić.-kiwnąłem głową do Louisa. On wiedząc o co chodzi niezauważalnie wszedł za tą ladę i podszedł od tyłu do kobiety. Przyłożył jej pistolet do głowy i unieruchomił ręce.
-Więc teraz ładnie nas tam zaprowadzisz.-powiedziałem, a ona pokiwała głową. Wstała i zaczęła iść. Lou puścił jej ręce, ale spluwy nie zabrał. Gdy podeszliśmy pod właściwe drzwi, my schowaliśmy się za rogiem, a ona weszła do sali przesłuchań. Mówiła do nich coś w stylu:
-Ktoś was woła. To bardzo ważne. Idźcie, a ja zajmę się tym panem.-mówiła ze strachem w głosie. Kiedy zobaczyliśmy, że oni odchodzą poszliśmy tam, gdzie ona. Podszedłem do Harrego i powiedziałem mu, że uciekamy. Nagle usłyszeliśmy strzał. Spojrzałem na Louisa, a pod jego nogami leżała ta sama, tylko, że już martwa kobieta.
-Ty idioto nie mieliśmy jej zabijać tylko zastraszyć!!!-wydzierałem się na przyjaciela.
-Ale on mogła nas wydać! Rozumiesz!-
-Nie chcę się wtrącać, ale moglibyśmy już iść, bo tak jakby...ONI TU ZARAZ PRZYJDĄ!!!-Niall. Razem z Harrym wybiegliśmy z budynku. Jak najprędzej wsiedliśmy do auta.
-Chłopacy bo ja powiedziałem Sarze, że wszystkiego dowie się w swoim czasie, bo pytała o co z tym wszystkim chodzi i teraz ledwo wejdziemy do domu, ona będzie mnie wypytywać o wszystko. Co mam zrobić.-teraz mi to mówisz Louis, naprawdę teraz.
-Nie wiem, powiedz, że pojechaliśmy do Harrego, może że go wypuścili, ty coś tam wymyślisz.-powiedział Liam.
-Tak wszytko ja.-
-Z tego co słyszę, to ty jej powiedziałeś...-Lou przerwał Harremu.
-Tak, tak wiem. To ja jej powiedziałem tak. To ja jakoś z tego wybrnę.-
Nareszcie podjechaliśmy pod dom. Weszliśmy do środka, a Sarra wręcz rzuciła się na Stylesa. Gdyby ona wiedziała o nas ciut więcej, spierdalała by jak najdalej. Ale jest plus Sarra nie wypytuje Louisa.
-Jak ty się tu wziąłeś?-dziewczyna skierowała te słowa do Harrego.
-Wypuścili mnie.-
-Ale za takie rzeczy jakieś ty zrobił?!-
-Najwyraźniej.-mi się wydaje, czy ona naprawdę nie pamięta, że kazała trzymać się Harremu z dala od siebie. Poszliśmy do salonu, gdy nagle...

*******************************************
I właśnie w ten sposób do was powracam z rozdziałem 4!  

Wszystkich czytelników proszę:
Jak przeczytacie zostawcie chociaż kropkę, bo chce wiedzieć ilę was tu jest :-)

Następny rozdział za tydzień :-) 

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział 3

**Następny dzień**
Obudziłam się w salonie oparta o ramię Alice. Chyba usnęliśmy podczas filmu. Spojrzałam na wszystkich. Zayn jako jedyny spał na ziemi. Potem Harry na końcu kanapy, na jego ramieniu miał głowę Louis, Liam na ramieniu Louisa, Niall na ramieniu Liama, a Alice na ramieniu Nialla. Oj uwierzcie mi...można się pogubić. Poszłam do kuchni zrobić sobie jedzenie... no i reszcie też. Pół godziny później na talerzu było z 20 kanapek. Dlaczego? Bo musi też starczyć kanapek dla nas, a Niall chyba 20 nie zje. I skąd wiem, że Niall jest żarłokiem? Alice mi kiedyś wspominała, a mówiąc kiedyś miałam na myśli w samolocie.

 **Popołudnie godz. 14:00**
Postanowiłam wyjść na zakupy. W końcu tyle fajnych ciuchów tu jest. Wyszłam z domu mówiąc reszcie tylko ,,pa". Stałam przed jakimś sklepem i wpatrywałam się w wystawę, gdy nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Muszę przyznać. Przestraszyłam się. Pełna strachu obróciłam się i nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Za mną stał...Tom! Znaczy tak mi się wydawało. Z twarzy wyglądał jak on.
-Tom? Tom Jonson?-zapytałam, żeby się upewnić.
 -Tak witasz się z przyjacielem?-wtedy byłam pewna, że to on. Szczęśliwa rzuciłam mu się na szyję. Tyle lat. Tyle lat minęło odkąd go ostatni raz widziałam. Aż 12 lat, ogarniacie ile to czasu?
 -A ty co tu robisz?-zapytał.
 -Przyjechałam tu na wakacje. Będę tu caaaaaaaałe 2 miesiące!-krzyknęłam.

**2 godz. później**
-Na prawdę urodziła Ci się siostra?-zapytałam. Przez te 2 godziny mówił co się u niego zmieniło.
-Nawet mi nie przypominaj o tej wrednej, małej mendzie.-na jego słowa zaczęłam się śmiać.
Powiecie mi skąd Harry znalazł się na drugim końcu ulicy? Szedł spokojnie, do czasu. Gdy tylko zobaczył mnie z Tomem od razu podbiegł.
-Spierdalaj od Sarry jak najdalej!-krzyknął.
-Harry, ale o co Ci chodzi?!-zaczęłam się na niego wydzierać.
-Chodzi o to, że on cie wykorzysta i zostawi.-
-Ale to mój przyjaciel!-
-Ta jebana pizda nie ma przyjaciół!-
-Może byś tak zostawił nas w spokoju.-Nareszcie odezwał się Tom.
-Spierdalaj. Nie z tobą rozmawiam!-A Harry wydawał mi się fajny...Tom pociągnął mnie za rękę w swoją stronę, a Hazza zareagował bardzo nerwowo. Podszedł do niego i przywalił mu w nos. Chłopak pod wpływem uderzenia przywrócił się. Usiadł na nim okrakiem i zaczął go bić po twarzy pięściami.
-Harry! Zostaw go!-krzyczałam i próbowałam odciągnąć chłopaka od mojego przyjaciela, ale na marne. Wydawało się jakby był w transie. Po chwili loczek wreszcie mnie posłuchał i odszedł od Toma. Gdy tylko spojrzałam na półprzytomnego chłopaka zaczęłam płakać. Harry próbował mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Nie dotykaj mnie! Nie podchodź do mnie! I najlepiej trzymaj się z dala ode mnie!-krzyczałam dławiąc się łzami. Podbiegłam do mojego przyjaciela i sprawdziłam mu puls. Bardzo słaby. Szybko wybrałam numer na pogotowie.  15 minut później Toma zabrała karetka. Chciałam jechać z nimi. no ale mnie nie chcieli zabrać.

**45 minut później**
-Ale ja Ci mówię, że zrobiłem do dla twojego bezpieczeństwa. To jest niebezpieczny typ.-mówił Harry wchodząc do domu razem ze mną.
-A ja ci powiedziałam trzymaj się ode mnie z daleka!-krzyknęłam i pobiegłam do pokoju.

**Perspektywa Alice**
-Harry coś ty jej zrobił?-zapytałam.
-Chłopacy mamy problem. Tom jest na wolności.-całkowicie mnie zignorował.
-Przecież miał siedzieć w pierdlu!-krzyknął zdenerwowany Zayn. O co tu kurwa mać chodzi.
-No to najwyraźniej nie siedzi w więzieniu, tylko chodzi sobie po mieście.-
-O jakim wy Tomie mówicie?!-krzyknęłam.
-Tom Jonson. Najbardziej niebezpieczny typ w Londynie. Co ja mówię? Najniebezpieczniejszy typ w całej Wielkiej Brytanii i rzekomy przyjaciel Sarry.-odpowiedział lokowaty. Zaraz chwila! Już go pamiętam! Najlepszy przyjaciel Sarry z dzieciństwa. Od razu wiedziałam, że coś jest z nim nie tak!
-Ale dlaczego Saru mówiła, że masz trzymać się od niej jak najdalej?!-
-Bo tak jakby go pobiłem. Bardzo mocno go pobiłem.-
-Ale żyje?!-
-Gdyby kurwa nie żył to byśmy się tak nim nie zamartwiali!-krzyknął Horan.
-Nie krzycz na mnie! Mam chyba prawo wiedzieć kim on do cholery jasnej jest i co wam takiego zrobił, że tak martwicie się tym, że jest na wolności.-wykrzyczałam mu to prosto w twarz.
-Ale nie musisz się do wszystkiego wtrącać! Nie jesteś nam teraz potrzebna!-czy ty na pewno chcesz tej kłótni Niall? Jesteś pewien? Chociaż oni mogą mieć rację. Nie powinnam się teraz wtrącać.
-Mam prawo wiedzieć o co tu chodzi! Przyjechałam do Londynu do was by się wyluzować, a nie martwić się teraz moim i Sarry życiem!-
-No to jedziecie sobie gdzie indziej! O mam pomysł! Najlepiej na Antarktydę! Będę miał święty spokój od ciebie i od niej i ze spokojem będę mógł zająć się sprawa Toma!-walnęłam go w twarz i pobiegłam do Sarry.
-Sarra może oni mają rację? Może on jest niebezpieczny?-
-Ale tak czy siak to mój przyjaciel!-
-No, ale zrozum! On siedział w pierdlu!-
-C-c-co?-moja biedna sarra. Przyjaźniła się z...bandytą, zabójcą lub może gwałcicielem? Nie wiem. A nie będę się pytać chłopakom bo jeszcze bardziej zdenerwuje Nialla.
-Cicho. Już nie płacz.-powiedziałam, gdy dziewczyna zaczęłam płakać na moim ramieniu mocząc i brudząc mi tuszem bluzkę.
*******************************************************

To teraz coś dla was:
      
Tom Jonson. Ma 20 lat. Przez rok siedział w więzieniu. Wróg Harrego, Nialla, Liama, Zayna i Louisa. Jest bardzo niebezpieczny.

To na tyle. Sorry, że dodaję dzisiaj ale wczoraj nie miałam czasu. Następny rozdział za tydzień w poniedziałek :-)
Aha i przepraszam, że taki krótki :-)

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 2

-Powiedzieli, że zrobią ten obiad.-powiedziała Alice, siadając koło mnie.
-Czyli mam szykować się na wizytę u lekarza z powodu zatrucia pokarmowego?-szturchnęła mnie w ramię.
-Aż tak źle nie gotują. Mam nadzieję.-usłyszałam krzyki i śmiechy. Spojrzałam na przyjaciółkę, a ona na mnie. Wstałyśmy z kanapy i poszłyśmy w stronę odgłosów. Weszłyśmy do kuchni, a tam:
1. Zayn był cały biały.
2. Harry leżał w sosie pomidorowym.
3. Niall ma na ryju czekoladę.
4. Ja i Alice też jesteśmy całe w sosie.
-To moja ulubiona bluzka.-powiedziałam z wyrzutem.
-Hahaha.-chłopcy zaczęli wytykać mnie palcami.
-No rzeczywiście. To bardzo śmieszne. Weście się tylko z tego śmiechu nie posrajcie!-powiedziałam, a raczej wykrzyczałam. Poszłam do pokoju. Zaczęłam wyrzucać wszystkie rzeczy z walizki, szukając jakiejś bluzki do domu, a nie na wyjście. Znalazłam! Była na samym dnie walizki. Zdjęłam tą brudną bluzkę. Spojrzałam na drzwi. Były lekko uchylone, a zza nich wyglądał loczek.
-Zboczeniec!-krzyknęłam i rzuciłam go tym co miałam pod ręką, czyli brudną bluzką. Póki miał ją na twarzy, założyłam nową.
-Nie jestem zboczeńcem.-odpowiedział.
-Nie wcale, przecież tylko podglądywałeś bezbronną, przebierającą się dziewczynę.-powiedziałam z nutką sarkazmu. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół.
-Wychodzę!-krzyknęłam.
-Po co?-
-Na spacer.-odpowiedziałam.
-Ale jeszcze się zgubisz i co ja powiem twojemu ojcu?-
-No to niech, któryś z tych ,,debili"-zrobiłam cudzysłów w powietrzu-mnie oprowadzi.-
-Liam!-krzyknęła Alice.
-Co?-zapytał chłopak, wychodząc z kuchni i pakując sobie do buzi pączka.
-Oprowadź Sarre po Londynie.-
-Okay.-powiedział i założył buty oraz kurtkę. Ja zrobiłam to samo.
**Godz. 20**
-Długo jeszcze będziesz mnie oprowadzał?-zapytałam.
-Nie. Odwiedzimy jeszcze tylko jedno miejsce.-
Przez ten czas spędzony z Liamem trochę go poznałam. Okazało się, że mamy dużo wspólnego, ale nadal nie rozumiem jak można bać się łyżek.
-A oto London Eye.-powiedział pokazując na wielką budowlę.
-I ja mam do tego wsiąść?-zapytałam lekko przerażona.
-Tak.
-Ale ja się boję.
-Spokojnie. Nie ma czego się bać.-powiedział. Po 5 minutach byliśmy w środku. Dopiero na samym szczycie zobaczyłam jaki Londyn jest piękny. Zawsze chciałam tu przyjechać, ale jakoś nigdy mi się to nie udało.
-Wiesz co?-z moich zamyśleń wyrwał mnie głos Liama.
-Już jako małe dziecko zaplanowałem sobie, że to tutaj wyznam dziewczynie miłość.-dokończył.
-To takie urocze.-powiedziałam patrząc w gwizdy. Tutaj było tak pięknie.
-Chodź do domu.-powiedział kiedy wyszliśmy z tego czegoś.

**30 minut później**
Weszliśmy do domu. Wszędzie było ciemno prócz salonu. Poszliśmy tak. Wszyscy byli wpatrzeni w telewizor i jedli popcorn. Dołączyłam do nich, a Liam widząc, że kończy nam się popcorn poszedł zrobić dodatkową porcję.

******************************************************
Przepraszam was, że tak późno, no ale jakoś nie miałam czasu... i weny. Następny za tydzień w poniedziałek :-)

Czytasz=komentujesz
komentarze naprawdę wspierają nas mnie do dalszej pracy :-)

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 1

Tak to już dziś. Dziś jadę z moją przyjaciółką do Londynu. Szkoda tylko, że na dwa miesiące. No nic.
-Sarra pospiesz się! Spóźnimy się!-krzyknęłam już lekko podenerwowana do przyjaciółki.
-Spokojnie, jak na wojnie.-zaśmiała się.-przecież nie mogę źle wyglądać. Poznam twoich przyjaciół.-wywróciłam oczami.
-Ale twój tata już czekają.-
-No to chodź.-powiedziała wychodząc z pokoju z otwartą walizką.
-Na serio chcesz, aby wszystkie rzeczy Ci wyleciały.-
-Nie. No ale co mam zrobić, jak nie mogę jej dopiąć.
-To trzeba było mnie zawołać.-powiedziałam. Zaraz na prawdę się spóźnimy.
-Oj tam, oj tam.-podeszłam do niej i zapięłam jej walizkę za pierwszym razem.
-Miałaś farta.-powiedziała dziwnie marszcząc nos.-Maddy wychodzimy!-krzyknęła jeszcze Sarra w głąb salonu, gdzie oglądała telewizor jej siostra. Przybiegła do nas i się przytuliła, tak jak to mają w zwyczaju 5 latki.
-Będę tęsknić.-powiedziała młoda, a my wyszłyśmy. Spojrzałyśmy na nasz i jej taty dom. W oknie stała Maddy i nam kiwała.
-Chodź szybciej. Zanim się popłaczę.-zaśmiałem się na te słowa. Schowałyśmy walizki do bagażnika i wsiadłyśmy.

**15 minut później**
-Pa tato.-powiedziała Sarra do swojego ojca, który tulił ją tak mocno, że ona prawie traciła oddech.
-Do widzenia panu.-powiedziałam, a on lekko mnie przytulił.
-Pa dziewczyny. Uważajcie na siebie.-krzyknął gdy już odeszłyśmy. Sarra się odwróciła i pomachała tacie.

**kilka godzin później**
-Nareszcie wysiadamy.-
-Powiedziała ta która uwielbia latać samolotami.-powiedziałam do niej.
-Cicho.-walnęłam ją z otwartej ręki w tył głowy. Ona się odwrócił i walnęła mnie w czoło. Dostałyśmy nasze walizki i na środku lotniska wypatrywałyśmy chłopców. Musiałyśmy wyglądać jak idiotki.
-Ci debile mieli na nas czekać.-
-Spokojnie.-próbowała uspokoić mnie moja przyjaciółka.
-Idą. I to jeszcze spacerkiem.-powiedziałam bardziej podenerwowana.
-T-to t-twoi z-znajomi?-zapytała jąkając się Sarra.
-No.-
-Hej Alice!-krzyknęli do mnie chórkiem, a ja do nich podbiegłam. Cała piątka zamknęła mnie w szczelnym uścisku. A Sarra? Stała w tym samym miejscu. Wyrwałam się z ich uścisku i podeszłam do przyjaciółki.
-Chłopcy to jest Sarra. Sarra to jest Zayn, Liam, Harry, Niall i Louis.-powiedziałam kolejno wskazując na chłopców.
-Idziemy-pokiwałam głową i ruszyliśmy do auta, którego nigdzie nie było...
-Mieszkamy 10 minut drogi stąd.-oznajmił mi Zayn.
-My nie będziemy tachać tych walizek.-

**10 minut później**
-Daleko jeszcze?-zapytałam równocześnie z Sarra.
-Nie dość, że was nosimy na barana to jeszcze chcecie szybciej!-Liam i Harry chyba się lekko wkurwili.
-Spokojnie.-wywróciłyśmy oczami, a po chwili zaczęłyśmy się z nich śmiać.
-To tutaj.-powiedzieli i postawili nas na ziemię. Weszliśmy do środka. Ten dom był jeszcze bardziej większy wewnątrz niż na zewnątrz. Do góry są wasze pokoje. Pierwsze od lewej strony.-pokiwałyśmy głowami i poszłyśmy do pokoi.

**Perspektywa Sarry**
Nie wiedziałam, że Alice ma tak bardzo przystojnych i bogatych przyjaciół.
Postawiłam walizkę na podłodze i poszłam na dół w poszukiwaniu kuchni. Poszłam przed siebie i trafiłam do salonu. Wycofałam się i poszłam w lewo. Tak! Trafiłam do kuchni! Zazdro?! Zaraz chwila...Walker do kogo ty mówisz?! Podeszłam do lodówki i szczerze? Lodówka świeciła pustkami. Było w niej tylko jakieś masło i mleko. Spojrzałam na jego opakowanie. To mleko straciło swoją ważność już rok temu! Ohyda! Kto trzyma takie stare produkty w domu?! Poszłam do pokoju Alice.
-Pójdziesz ze mną do sklepu?-zapytałam.
-Po co?
-Bo w lodówce jest tylko masło i mleko...-
-To zjedz płatki z mlekiem.-
-Dasz mi dokończyć?-
-No.-
-Więc o czym to ja mówiłam...a no tak...I mleko, które straciło ważność rok temu.-
-Ble.
-Tak samo zareagowałam.-
-Widzisz ile mamy wspólnego.-
-Ale wracając do tematu. To co idziesz ze mną?-
-Jasne.-powiedziała i wyszłam z pokoju. Pokierowała się w stronę drzwi, a już po chwili byłyśmy na świeżym powietrzu. Poszłyśmy do..Nie zgadniecie!!!...Poszłyśmy do Tesco! Tak wiem..jestem głupia.
-Za to, że my zrobiłyśmy zakupy oni musza zrobić nam obiad.-powiedziała moja przyjaciółka.
-Oby to było jadalne...-zaśmiałyśmy się.

**15 minut później**
Wyszłyśmy ze sklepu. Miałyśmy cztery pełne torby jedzenia. Idąc do domu mijałyśmy bardzo dużo ludzi...niektóre ryje były mi jakoś znane..ale i tak nie wiem do kogo należały. Droga powrotna minęła nam szybciej niż ta do sklepu. Weszłyśmy do domu i położyłyśmy torby z jedzeniem na blat kuchenny i udałam się do salonu, a Alice poszła powiadomić chłopców o tym, że robią dziś obiad. Po chwili dołączyła do mnie.



Rozdział 1 za nami! A jednak udało mi się go dodać dzisiaj! Kolejny za tydzień, aha i nie chcę być nachalna czy coś, ale:
Czytasz=komentujesz

Komentarze naprawdę nam, jakim nam? Mi pisanie kolejnych rozdziałów. :-)    

Bohaterowie






Alice (Rose) Brain.
Ma 18 lat i mieszka we Francji razem z przyjaciółką-Sarrą. Jest przyjaciółką Chłopaków z One Direction.






Sarra (Kate) Walker. 
Ma 17 lat i mieszka we Francji razem z Alice. Ma młodszą siostrę Maddy.





Harry (Edward) Styles
Ma 20 lat. Przyjaźni się z Alice. Mieszka w Londynie razem z reszta zespołu.





Liam (James) Payne
Ma 20 lat i jest przyjacielem Alice.





Niall (James) Horan
Ma 20 lat i jest przyjacielem Alice.





Louis (William) Tomlinson
Ma 22 lata i jest przyjacielem Alice.





Zayn (Javadd) Malik
Ma 21 lat i jest przyjacielem Alice.







Mam nadzieję, że spodoba się wam ten blog. Rozdział 1 może wstawię dziś lub za tydzień :-)