wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 11

Usłyszałem otwieranie drzwi i...szybko wyskoczyłem przez okno.
-Do kurwy nędzy...gdzieś musieli się schować!-usłyszałem tylko tyle ze strony policjantów, ponieważ próbowałem dogonić chłopaków. Zobaczyłem ich skradających się pod jednym oknem w jakimś domu. Szli na kolanach ponieważ było tam oświecone światło i to znaczyło, że ktoś tam jest i może nas nakryć. Gdy oni byli trochę dalej, podbiegłem i wręcz rzuciłem się na nich.
-AAAAAAAAAAAAAA...-zaczęli kwiczeć jak baby, a szczególnie Louis, którego przez przypadek kopnąłem kolanem w czułe miejsce, jak się na nich rzuciłem.
-Zayn! Debilu! Mogą nas usłyszeć!-zaczął wydzierać się na mnie Niall.
-Nie usłyszą, spokojnie. A teraz koniec tych pogaduchów. Lecimy do domu.-
-Jak to lecimy? To my mamy skrzydła?-zapytał Harry. Ja i pozostała trójka podnieśliśmy jedną brew, kiedy ten idiota zaczął wymachiwać rękami i podskakiwać.
 -Musisz to zrobić z rozbiegu.-zażartował z niego Lou. Hazza chyba wziął to na poważnie, ponieważ rozbiegł się, po 2 sekundach biegnięcia podskoczył wymachując rękami.
-Czy pod moją nieobecność on coś ćpał?-
-Haha...chyba byśmy widzieli. No nie?-próbowałem utrzymać Harry'ego w jednym miejscu, ale on ciągle podskakiwał.
-Niech biega, przynajmniej szybciej uśnie...-powiedział blondyn. Zaśmialiśmy się po czym Liam, jedyny normalny, pomógł mi uspokoić Hazze i zanieś go do auta. Wsadziliśmy go na tylne siedzenie, po czym ja poszedłem na miejsce kierowcy.
-Daleko jeszcze?-pytał się po raz setny Harry.
-Nie.-
-Mówisz tak od kilkunastu minut i co? Nadal nie dojechaliśmy.-
-Boże! Zamknij swój kaczy ryj, albo Cie tu wysadzę i pójdziesz na piechotę!-Zacząłem się wydzierać na przyjaciela.
-Nie miłe.-mruknął pod nosem. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy pod dom. Czemu dopiero po kilkunastu minutach? Bo Harry'emu zachciało się siku i musieliśmy czekać za nim na stacji benzynowej. Weszliśmy do domu. Było jakoś dziwnie cicho.
-Tylko nie hałas...-nie dokończyłem, ponieważ Harry już zbił wazon. Wszystkie pary oczów powędrowały na niego.
-To nie ja.-przewróciłem oczami. Wchodząc po schodach zauważyłem kogoś na nich.
-GIŃ ZŁODZIEJU, GIŃ!!!-no tak to była Sarra. Zaczęła mnie bić kijem bejsbolowym.
-Uspokój się. To tylko my.-powiedziałem wydzierając jej kij z ręki kiedy nie przestawała mnie bić. Oświeciłem światło.
-O to wy. Sorry...-
-Nic się nie stało. Ale następnym razem pytaj się kto to!-powiedział Hazza.
-A ty następnym razem mów lub dzwoń, że gdzieś jedziesz!-
-Martwisz się o mnie?-Harry podniósł jedną brew.
-Pff...chciałbyś.-powiedziała i wróciła do pokoju.
-To było niemiłe.-

**Następny dzień**
**Perspektywa Alice**
-Czyli to znaczy, że będziemy tu jeszcze jakieś 2 tygodnie?-zapytałam mojej przyjaciółki podczas spacerowania po parku.
-Tak.-
-To dobrze...-
-Dlaczego nie chcesz ich widzieć?-zapytała się kiedy usiadłyśmy na ławce. Zaczęłam jej wszystko opowiadać.
-Teraz już wiesz dlaczego się ich boję?-zapytałam na koniec mojej opowieści. Sarra pokiwała twierdząco głową.
-Ale wiesz, że nie odzywanie się do nich nic nie da?-
-Tak wiem. Ale to mi tylko przypomina o moim ojcu.-
-Naprawdę chcesz teraz go wspominać? On był chory. Najpierw zabił twoją matkę, a potem prawie ciebie. A teraz co? Siedzi w pierdlu i możliwe, że nawet niedługo z niego wyjdzie! I co wtedy bę...-przerwał jej dzwonek telefonu. Widziałam ja śmiała się podczas rozmowy. Po krótkim czasie wróciła.
-Kto dzwonił.-
-Tom. Muszę lecieć umówiłam się z nim w kawiarni. Papa.-
-Pa.-po co ona się z nim zadaje?! To jest tylko pieprzony dupek, który na pewno ją tylko wykorzysta i porzuci.

**Perspektywa Sarry**
Weszłam do kawiarni. Mój wzrok od razu przystanął na uśmiechniętym Tom'u. Usiadłam na krześle.
-Kupiłem Ci latte.-
-Skąd wiesz, że to lubię?-
-Jak byliśmy nastolatkami to zawsze chodziliśmy do kawiarni.-
-A może gust mi się zmienił...-uśmiechnęłam się.
-To masz problem.-wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.
-To było niemiłe.-
-Wiem. Ale taki już jestem. Przyzwyczaj się kochanie.-jak na razie to ja tylko przyzwyczaiłam się do słowa kochanie. Zawsze mówił tak do mnie.
-Okey, teraz na poważnie. Coś się stało, że tak nagle zadzwoniłeś?-
-Czy to, że zadzwoniłem ma zaraz znaczyć, że coś się stało?-nienawidzę gdy ktoś odpowiada pytaniem na moje pytanie.
-No tak...-
-No nie. Ja po prostu chciałem zobaczyć moją najpiękniejszą przyjaciółkę.-
-Jesteś kochany.-pocałowałam go w policzek.
-Wow. Powinnaś to robić częściej, ale gdzieś bardziej...tu-powiedział wskazując na swoje usta. Ja w odpowiedzi wystawiłam mu środkowy palec.
-Niemiłe.-
-Wiem. Ale taka już jestem. Przyzwyczaj się kochanie.-powiedziałam.
-A to już były moje słowa.-
-No właśnie! Były! Bo już nie są!-
-Ale teraz na poważnie...-przerwałam mu.
-Nie wiem czy potrafię.-znów zaczęliśmy się śmiać.
-Kiedy wyjeżdżasz?-
-Za dwa tygodnie.-
-Już? Nie możesz tu zostać?-
-Przykro mi, ale tam mam szkołę. Tatę. Maddy.-
Siedzieliśmy jeszcze kilka godzin ciągle sie śmiejąc. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest 21.30.
-Okey. Ja już będę lecieć. Papa-
-Poczekaj odwiozę cię.-bez namysłu się zgodziłam.
********
-Spotkamy się jutro. O 15 w parku?-
-Jasne. Papa.-pocałowałam go w policzek. Kiedy spojrzałam na niego, zrobił smutną minkę i pokazał palcem na swoje usta. Pocałowałam go delikatnie, lecz on po chwili pogłębił pocałunek. Położył swoje dłonie na moich biodrach. Ja swoje splotłam na jego karku. Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie.
-To mi się podobało.-uśmiechnęłam się.
-To papa, kochanie.-pobiegłam do drzwi wejściowych. Weszłam do domu.
-Kto to był?-zapytał Hazza, zaraz jak weszłam.
-A co cię to?-
-To ja pytałem pierwszy.-powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Na prawdę? Teraz będziesz jak przedszkolak?-powiedziałam i poszłam w stronę schodów. Nie zaszłam daleko, ponieważ poczułam szarpnięcie. Harry chwycił mnie za ramiona i obrócił tak, że teraz stałam twarz w twarz z nim.
-Pytam się ostatni raz. Kto to był?-
-T-t-t-t-om. Tom.-
-A co ja Ci kurwa wcześniej powiedziałem.-ścisnął mocniej moje ramiona.
-Nic mi nie mówiłeś.-
-Masz. Trzymać. Się. Od. Niego. Jak. Najdalej. Rozumiesz.-cały czas mówił przez zaciśnięte zęby.
-A niby dlaczego?-
-Bo on zabija ludzi. Rozumiesz. Dokładnie tak...-przerwałam mu.
-Dokładnie tak jak wy?-jeszcze bardziej zacisnął moje ramiona.
-Ty nic o nas nie wiesz. Nie masz prawa nas osądzać.-
-Wiem wszystko. Alice mi o wszystkim opowiedziała.-
-Nawet ona nie wie wszystkiego.-i jeszcze mocniejszy uścisk.
-Harry to boli! Puść mnie! Rozumiesz! Puść!-zaczęłam się wydzierać. On się tylko zaśmiał. Pytanie za sto punktów. Czy Harry jest pijany czy tylko taki głupi? O ja znam odpowiedź! Po prostu jest taki głupi. Ostatnimi siłami odepchnęłam go od siebie. Uderzyłam w twarz i pobiegłam do swojego pokoju. Spojrzałam w lustro. Moje ramiona są koloru ciemnego czerwonego, lub bordowe. Dotknęłam je. Syknęłam z bólu. To tak cholernie boli. Wzięłam mój telefon i napisałam SMS-a.
Do: Tom.
Błagam, zabierz mnie stąd!
Po chwili dostałam odpowiedź.
Od: Tom
Ale dlaczego? Co się stało? Okey, przyjadę. Będę za 15 minut.
Włożyłam telefon do kieszeni i usiadłam na łóżku czekając na Tom'a. Minęło równe 15 minut, a usłyszałam jak mój telefon zadzwonił, a po chwili połączenie zostało przerwane. Wiedziałam, że to on. Szybko zbiegłam na dół. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Po drodze opowiedziałam Tom'owi o tym całym zajściu.
-A to gnojek! Zapłaci za to!-krzyczał uderzając pięściami o kierownicę. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy.
-To tu.-powiedział wskazując na piękny dom. Weszliśmy do środka. Tom, poszedł na górę, a ja zanim. Chwilę grzebał w szafie. Potem ją zamknął i podszedł do mnie.
-Masz. Idź się przebrać.-powiedział dając mi swoją bluzę. Poszłam do łazienki. Przebrałam się w jego ciuch. Jego bluza sięgała mi prawie, że do kolan. Wyszłam z łazienki i podreptałam do jego pokoju. Weszłam do środka. Zobaczyłam, że Tom leży z telefonem w ręce. Weszłam pod kołdrę. Mój przyjaciel wstał i wziął koc.
-Co ty robisz?-
-Idę spać do salonu?-i znów mi to robisz! Odpowiadasz pytaniem na pytanie!
-Po jaki chuj idziesz do salonu?-
-Żeby spać?-
-Chodź.-odchyliłam kawałem kołdry. Mój przyjaciel niezdarnie położył się obok mnie.Po chwili przysunął się bliżej.
-Nie rozumiem jak ktoś może skrzywdzić tak piękną kobietę.-
-No jak widać. Ktoś może.-powiedziałam kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Jego ręka wylądowała na mojej talii. Po krótkim czasie usnęłam.
Czy ja go kocham. NIE! To nie możliwe! A może jednak? Chyba jednak tak, chyba go kocham... 
**********************************************
Wstawiłam rozdział dziś, ponieważ podkradłam komuś wifi! Następny za tydzień w poniedziałek! I oto w taki sposób zakończyłam rozdział 11! Pisałam go cały tydzień i jest!
Tu macie mój Ask
|
|
|
 http://ask.fm/Sarrah2000
 

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 10

-Dobra bez owijania w bawełnę. Thomas to nasz szef.-przerwałam mu.
-Czyli że jesteście w jakimś gangu?-
-Tak! A teraz nie przerywaj!-
-Przepraszam.-
-Ivan to chłopak z wrogiego gangu. Jego szefem jest Martin. Jest jeszcze jeden gang, którego szefem jest Oliver, ale on jest w innym państwie. No więc, jeżeli Thomas nas wzywa to my musimy do niego jechać w przeciwnym razie byśmy go wkurwili, a takiego Thom'a nie chcesz znać. Uwierz. Ale wracając do tematu. Na zlecenie Thoma musimy bić...nawet dziewczyny, zabijać, handlować narkotykami, ale pamiętaj. Ciebie i Sarry nigdy nie skrzywdzimy my, ani ktoś inny.-moje oczy rozszerzały się z każdym jego słowem.
-Jedźcie już.-
-Alice. Wszystko dobrze?-zapytał Liam.
-Jedźcie powiedziałam!-chłopcy zawołali resztę i już ich nie było.
Pobiegłam do pokoju Sarry. Przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać.
-Co się stało?-
-Oni...nie to nie...nie...to nie są moi przyjaciele...oni by tego nie robili...!-w wymowie niektórych słów przeszkadzały mi łzy. Oderwałam się od niej i poszłam do swojego pokoju.

**Perspektywa Zayn'a**
Jechaliśmy spokojnie samochodem na spotkanie z Thom'em gdy nagle zadzwoniła do mnie Sarra.

-Cześć Sarra! Coś się stało?-
-Mam tylko jedno pytanie.-
-Słucham.-
-Co wy zrobiliście Alice, że ona zamknęła się w pokoju?!-
-My...my nic nie zrobiliśmy...-
-Kłamiesz Zayn...kłamiesz, ale pamiętaj. Jak ja się dowiem, że zrobiliście jej coś przykrego to nie przeżyjecie do końca tych wakacji!!!-

Po tych słowach rozłączyła się. Nie powiem, przestraszyłem się. A jak ona naprawdę może mi coś zrobić, chociaż nic złego nie zrobiliśmy. Podjechaliśmy pod dom szefa. Weszliśmy do domu bez pukania i usiedliśmy na kanapie. Chwilę później Thom też przyszedł.
-Musicie załatwić Ivan'a.-
-Ale mu dziś nie możemy.-powiedział Harry.
-A niby dlaczego?-
-Bo mamy inną sprawę do załatwienia.-powiedział Liam.
-Za trzy dni nie chcę go widzieć.-powiedział, a my wyszliśmy. Pojechaliśmy do domu. Szybko pobiegłem do Ali wymijając Sarre. Wszedłem do jej pokoju i zobaczyłem ją skuloną pod ścianą i płaczącą. Podszedłem do niej i ukucnąłem.
-Alice...-powiedziałem łagodnie.
-Wyjdź!-chciałem ją przytulić ale mnie odepchnęła.
-Odejdź...jeszcze coś mi zrobisz. Może złamiesz nos lub rękę, a może gorzej zabijesz mnie.-
-Alice przestań nic Ci nie zrobię. Rozumiesz? Nie miałbym serca Ci coś zrobić.-
-Wyjdź.-wyszedłem. Sarra napadła mnie zaraz przy wejściu do pokoju Ali. Przywarła mnie do ściany. Nie wierze. Jak ona ma tyle siły?
-Pytam się po raz kolejny. Coś ty jej zrobił?-mówiła przez zaciśnięte zęby.
-Powiedziałem jej całą prawdę.-puściła mnie.
-To aż taka straszna była ta opowieść, że ona płacze i się was boi?-
-Najwyraźniej.-powiedziałem i poszedłem na dół. Mam nadzieję, że jutro już przejdzie Ali i wszystko będzie tak jak dawniej.
-Zayn chodź tu szybko.-usłyszałem nawoływanie z kuchni. Pobiegłem tam.
-Co jest?-
-Jedziemy...-
-Gdzie?-chyba za bardzo nie kapuję o co im chodzi.
-Załatwić sprawę z Ivan'em.-
-Ale dlaczego akurat teraz?-
-Ponieważ jutro go już nie będzie, ani w Londynie, ani w Wielkiej Brytanii.-
-Dlaczego? To gdzie będzie?-
-Gdzieś....W AMERYCE!-o kurwa. No to koniec z nami.
-No to ruszać dupy i jedziemy!-krzyknął Li.

**Kilka godzin później**
-Może jakieś ostatnie życzenie masz mój kochany Ivan'ku...-powiedział Hazza, trzymając jego ręce i trzymając pistolet przy jego głowie.
-To jeszcze nie koniec! Myślicie, że jak mnie zabijecie to nikt was nie znajdzie? Moi ludzie są wszędzie! Jak nie zabiją was tu, to mogą to zrobić na przykład w sklepie, przed domem...Wszędzie.-
-Oj Ivan'ku. To koniec twojego czasu. Papa.-powiedziałem i strzeliłem prosto w jego serce. Jego martwe ciało wypadło z uścisku Harry'ego i spadło na ziemie.
-Dobra zwijamy się zanim gliny przyjadą.-powiedział blondyn.
-Już chyba nie zdążymy! NA GÓRĘ SZYBKO!!!-krzyknął Louis. Pobiegliśmy do pokoju od strony ogrodu.
-Wyskoczymy przez okno i uciekniemy przez ogrody.-Louis.
-Jakiś ty mądry <wyczuliście ten sarkazm?>-powiedziałem.
-Nie pierdol tylko skacz!-pierwszy skoczył Liam, potem nasz głodomór, potem Hazza, następnie Lou. Kiedy powoli chciałem wyskoczyć ujrzałem światła za drzwiami.
-Biegnijcie ja was dogonię.-powiedziałem, a już po chwili moi przyjaciele byli gdzieś dwa domy dalej. Okey Zayn, teraz albo nigdy. Usłyszałem otwieranie drzwi i...
*****************
Dodaję dziś, ponieważ nie będzie mnie do następnej środy. Czekam na wasze opinie podane w komentarzach. Następny rozdział w przyszłą środę.
  

Rozdział 9

Niall zamknął drzwi na klucz. Zaraz po tym przywarł mnie do ściany. Pocałował mnie namiętnie. Po chwili przeniósł swoje usta na moją szyję. Odepchnęła go w wyniku czego wylądował na łóżku. Podeszłam do łóżka i usiadłam okrakiem na blondynie. Powoli zdjęłam jego bluzkę i nawet sama nie wiem kiedy pozbyłam się jego spodni. Przerzucił mnie tak, że teraz ja leżałam pod nim. W bardzo szybkim tępie pozbył się mojej sukienki i bielizny. Delikatnie zaczął ssać , przegryzać moje sutki. Cicho wypowiadałam jego imię. W końcu nadeszła ta chwila. Wszedł we mnie. Poruszał się powoli, lecz z czasem jego ruchy stawały się coraz bardziej energiczne. Blondyn doszedł w tym samym czasie co ja. Położył się obok mnie i zasnęliśmy wtuleni w siebie.
**Następny dzień**
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez okno...Zaraz chwila! To nie mój pokój! Gwałtownie podniosłam się na łokciach i od razu tego pożałowałam. Ból głowy był bardzo silny. Usłyszałam ciche chrapanie obok. Obróciłam głowę w tym kierunku. O nie, nie, nie, nie!!! To nie prawda! Nie mogłam przespać się z Niall'em! Powiedzcie że to tylko zły sen i zaraz się obudzę! Wykorzystałam moment że on śpi i zebrałam swoje ciuchy z podłogi po czym poszłam do łazienki się ubrać. Gdy wyszłam blondyn też już nie spał i był w ciuchach.
-Mam pomysł.-powiedziałam.
-Jaki?-
-Zapomnijmy o tym i dalej bądźmy zwykłymi przyjaciółmi.-powiedziałam.
-No dobrze, jeżeli tego chcesz. Zamówiłem taksówkę, zaraz powinna tu być.-ja tylko pokiwałam głową i założyłam buty.
Właśnie mieliśmy wychodzić, gdy zadzwonił telefon Niall'a. On odebrał, a ja stałam i próbowałam cokolwiek usłyszeć.
**Rozmowa telefoniczna**
-Hej Zayn! Co chcesz?-
-Na tej imprezie wczoraj pojawił się Ivan!-
-I czego on znowu chciał?!-
-Liam miał z nim bliskie spotkanie.-
-Nic mu nie jest?!-
-Liam'owi?
-Nie tej kurwa, pytam się o Ivan'a!-
-Spokojnie. Liam siedzi na kanapie obok nas, a Ivan gdzieś leży nieprzytomny za klubem.-
-Ale ty wiesz, że prędzej czy później się zemści i już nie będzie tak łatwo!-
-Ja to wiem.-
-Z tobą nie da się gadać! Jak ty możesz być tak opanowany?!-
-Normalnie. Papa.-
-Nie żadne papa! Tylko zapierdalać mi do Thom'a!
-I co mu powiemy? Myśl logicznie człowieku.-
-Zayn! Zayn! Rozłączył się!
-Możemy już jechać?-zapytałam zniecierpliwiona.
-To ty tu stałaś?!-pokiwałam głową na ,,Tak"
-I wszystko słyszałaś?!-
-Tak.-czy jak coś mi powiecie to będzie koniec świata? Nie!
Wyszliśmy z tego cholernego klubu i wsiedliśmy do taksówki. 30 minut potem byliśmy już w domu. Niall poszedł na rozmowę z chłopakami, a ja do pokoju. Mimo puszczonej muzyki nadal słyszałam ich krzyki typu ,,Po co z nim zaczynałeś?!" ,,Teraz mamy przechlapane!" ,,Trzeba załatwić tego dzieciaka raz na zawsze!!!". Zaraz chwila! Jak to ,,załatwić raz na zawsze"? Co oni znowu chcą zrobić? To wszystko robi się coraz dziwniejsze! Dlaczego nie chcą mi nic powiedzieć? Mają tajemnicę! A to źle znaczy!
Wyłączyłam muzykę i zeszłam na dół.
-Liam co Ci się stało?-zapytałam i podbiegłam do przyjaciela.
-Niall się trochę wkurwił, ale już jest dobrze.-
-Jak to jest już dobrze? Przecież krew leci Ci z nosa!-
-Alice powiedziałem już. Wszystko jest w porządku.-
-Ale wy nie powinniście załatwiać WSZYSTKIEGO przemocą.-
-Liam musimy jechać. Thomas nas wzywa. Ma jakieś zlecenie do nas.-powiedział zapatrzony w telefon Zayn.
-Niby wasz przyjaciel, a zlecenia i zadania wam daje?-
-Alice! Skąd ty się tu wzięłaś?-
-Byłam tu przed tobą. A teraz albo mi wszystko opowiecie, albo stąd nie wyjdziecie.-chłopcy spojrzeli na siebie przerażonym wzrokiem.
-Dobrze opowiemy, ale radze Ci usiąść.-posłuchałam Liam'a i usiadłam na kanapie.
-No więc-zaczął Zayn-yyy...więc...
**************
Hej! Jeżeli chcecie wiedzieć czy Zayn powie prawdę czy też skłamie to musicie poczekać na następny rozdział, który pojawi się na blogu za tydzień!