poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 10

-Dobra bez owijania w bawełnę. Thomas to nasz szef.-przerwałam mu.
-Czyli że jesteście w jakimś gangu?-
-Tak! A teraz nie przerywaj!-
-Przepraszam.-
-Ivan to chłopak z wrogiego gangu. Jego szefem jest Martin. Jest jeszcze jeden gang, którego szefem jest Oliver, ale on jest w innym państwie. No więc, jeżeli Thomas nas wzywa to my musimy do niego jechać w przeciwnym razie byśmy go wkurwili, a takiego Thom'a nie chcesz znać. Uwierz. Ale wracając do tematu. Na zlecenie Thoma musimy bić...nawet dziewczyny, zabijać, handlować narkotykami, ale pamiętaj. Ciebie i Sarry nigdy nie skrzywdzimy my, ani ktoś inny.-moje oczy rozszerzały się z każdym jego słowem.
-Jedźcie już.-
-Alice. Wszystko dobrze?-zapytał Liam.
-Jedźcie powiedziałam!-chłopcy zawołali resztę i już ich nie było.
Pobiegłam do pokoju Sarry. Przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać.
-Co się stało?-
-Oni...nie to nie...nie...to nie są moi przyjaciele...oni by tego nie robili...!-w wymowie niektórych słów przeszkadzały mi łzy. Oderwałam się od niej i poszłam do swojego pokoju.

**Perspektywa Zayn'a**
Jechaliśmy spokojnie samochodem na spotkanie z Thom'em gdy nagle zadzwoniła do mnie Sarra.

-Cześć Sarra! Coś się stało?-
-Mam tylko jedno pytanie.-
-Słucham.-
-Co wy zrobiliście Alice, że ona zamknęła się w pokoju?!-
-My...my nic nie zrobiliśmy...-
-Kłamiesz Zayn...kłamiesz, ale pamiętaj. Jak ja się dowiem, że zrobiliście jej coś przykrego to nie przeżyjecie do końca tych wakacji!!!-

Po tych słowach rozłączyła się. Nie powiem, przestraszyłem się. A jak ona naprawdę może mi coś zrobić, chociaż nic złego nie zrobiliśmy. Podjechaliśmy pod dom szefa. Weszliśmy do domu bez pukania i usiedliśmy na kanapie. Chwilę później Thom też przyszedł.
-Musicie załatwić Ivan'a.-
-Ale mu dziś nie możemy.-powiedział Harry.
-A niby dlaczego?-
-Bo mamy inną sprawę do załatwienia.-powiedział Liam.
-Za trzy dni nie chcę go widzieć.-powiedział, a my wyszliśmy. Pojechaliśmy do domu. Szybko pobiegłem do Ali wymijając Sarre. Wszedłem do jej pokoju i zobaczyłem ją skuloną pod ścianą i płaczącą. Podszedłem do niej i ukucnąłem.
-Alice...-powiedziałem łagodnie.
-Wyjdź!-chciałem ją przytulić ale mnie odepchnęła.
-Odejdź...jeszcze coś mi zrobisz. Może złamiesz nos lub rękę, a może gorzej zabijesz mnie.-
-Alice przestań nic Ci nie zrobię. Rozumiesz? Nie miałbym serca Ci coś zrobić.-
-Wyjdź.-wyszedłem. Sarra napadła mnie zaraz przy wejściu do pokoju Ali. Przywarła mnie do ściany. Nie wierze. Jak ona ma tyle siły?
-Pytam się po raz kolejny. Coś ty jej zrobił?-mówiła przez zaciśnięte zęby.
-Powiedziałem jej całą prawdę.-puściła mnie.
-To aż taka straszna była ta opowieść, że ona płacze i się was boi?-
-Najwyraźniej.-powiedziałem i poszedłem na dół. Mam nadzieję, że jutro już przejdzie Ali i wszystko będzie tak jak dawniej.
-Zayn chodź tu szybko.-usłyszałem nawoływanie z kuchni. Pobiegłem tam.
-Co jest?-
-Jedziemy...-
-Gdzie?-chyba za bardzo nie kapuję o co im chodzi.
-Załatwić sprawę z Ivan'em.-
-Ale dlaczego akurat teraz?-
-Ponieważ jutro go już nie będzie, ani w Londynie, ani w Wielkiej Brytanii.-
-Dlaczego? To gdzie będzie?-
-Gdzieś....W AMERYCE!-o kurwa. No to koniec z nami.
-No to ruszać dupy i jedziemy!-krzyknął Li.

**Kilka godzin później**
-Może jakieś ostatnie życzenie masz mój kochany Ivan'ku...-powiedział Hazza, trzymając jego ręce i trzymając pistolet przy jego głowie.
-To jeszcze nie koniec! Myślicie, że jak mnie zabijecie to nikt was nie znajdzie? Moi ludzie są wszędzie! Jak nie zabiją was tu, to mogą to zrobić na przykład w sklepie, przed domem...Wszędzie.-
-Oj Ivan'ku. To koniec twojego czasu. Papa.-powiedziałem i strzeliłem prosto w jego serce. Jego martwe ciało wypadło z uścisku Harry'ego i spadło na ziemie.
-Dobra zwijamy się zanim gliny przyjadą.-powiedział blondyn.
-Już chyba nie zdążymy! NA GÓRĘ SZYBKO!!!-krzyknął Louis. Pobiegliśmy do pokoju od strony ogrodu.
-Wyskoczymy przez okno i uciekniemy przez ogrody.-Louis.
-Jakiś ty mądry <wyczuliście ten sarkazm?>-powiedziałem.
-Nie pierdol tylko skacz!-pierwszy skoczył Liam, potem nasz głodomór, potem Hazza, następnie Lou. Kiedy powoli chciałem wyskoczyć ujrzałem światła za drzwiami.
-Biegnijcie ja was dogonię.-powiedziałem, a już po chwili moi przyjaciele byli gdzieś dwa domy dalej. Okey Zayn, teraz albo nigdy. Usłyszałem otwieranie drzwi i...
*****************
Dodaję dziś, ponieważ nie będzie mnie do następnej środy. Czekam na wasze opinie podane w komentarzach. Następny rozdział w przyszłą środę.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz