poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 6

-Sarruś...-o nie zawsze jak ktoś tak mówi to oznacza kłopoty.
-Tak Hazzuś?-
-Chyba się zgubiliśmy...-że co proszę!
-Jak to z-z-zgubiliśmy się?-
-No po prostu nie wiem gdzie jest wyjście z tego lasu.-chwyciłam telefon i chciałam zadzwonić do Ali, ale nie miałam zasięgu. Rzuciłam go na ziemie. Usiadłam na najbliższym drzewie.
-Spokojnie...pójdę poszukać drogi.-chciał już iść, ale ja mu nie pozwoliłam.
-Pójdziemy razem. Nie chcę tu sama siedzieć.-chłopak chwycił mnie za nadgarstek i szedł przed siebie.
-A mówiłam żeby tu nie wchodzić...-mruknęłam pod nosem.
-Co?-zapytał.
-Ale czy ja coś mówię? Nie.-
-No coś mruczałaś pod nosem. Obgadujesz mnie?-
-Z kim? Z samą sobą?-boże jaki on głupi.
-Albo wiesz co? Tak, obgaduje cię.-
-Ranisz.-pokręciłam głową. Czy on na prawdę myśli,  że ja go obgaduję?!

**3 godziny później**
-Nigdy więcej nie pójdę z tobą na miasto.-
-Dlaczego?-
-Hymm...bo wprowadziłeś mnie do lasu i!!!...-przerwał mi, a ludzie się dziwnie spojrzeli.
-Ciszej, bo co se ludzie pomyślą...-
-I nas zgubiłeś!!!-w tej chwili osoby różnej płci przestały się patrzeć. Co wy se myśleliście?!
-Wynagrodzę Ci to, tylko się uspokój i nie gniewaj na mnie.-uśmiechnął się.
-Niby jak?-uniosłam jedną brew.
-Dowiesz się w swoim czasie.-teraz przypomniały mi się słowa Louisa. Dzięki Hazzuś...
-No dobrze, ale teraz chodź do domu.-pociągnęłam go za sobą, a on prawie przewrócił się na ziemię.
-Ciota.-zaśmiałam się.
-I po raz kolejny Ci to mówię. RANISZ!-i jak tu się z niego nie śmiać.

Weszliśmy do domu i dopiero teraz skapnęłam się, że zostawiłam mój telefon w lesie, po tym jak rzuciłam nim o ziemie. No po prostu zajebiście.
-Twój tata do mnie dzwonił.-powiedziała Alice.
-Tak? I co mówił?-
-Że nie może się do ciebie dodzwonić.-
-Po ja przez kogoś takiego nie miałam zasięgu w telefonie i przypadkiem zostawiłam go.-
-Gdzie?-
-W lesie.-
-Skąd ty znalazłaś się w lesie?-
-Taka ciota mnie tam zaprowadziła i nas zgubiła!-
-RA...-przerwałam Harremu.
-Tak, tak wiem ranię. Możesz się człowieku ogarnąć i przestać z tym ,,ranisz'' to jest wkurwiające!!!-zwróciłam się do Szanownego Pana ,,Ranisz''.
-Spokojnie, już Ci dzisiaj powiedziałem, że masz się nie złościć, bo złość urodzie szkodzi. Zmarszczki Ci kochanie wyjdą.-
-Ty się chyba często złościsz, bo ci już zmarszczki wyszły.-trzeba się trochę z nim podroczyć.
-Ale ja nie jestem kobietą, to się dzieje u kobiet.-
-No wiesz...ja nie wiem co ty chowasz w spodniach pod majtami.-musiałam to powiedzieć. Zaczęłam się śmiać, a Alice razem zemną. Chyba odebrało mu mowę.
-Bardzo śmieszne....Ha Ha Ha.-czy to miał być sarkazm?
-No bo jest śmieszne.-mówiła Ala przez śmiech. Szanowny Pan lub Pani ,,Ranisz'' poszedł lub nawet poszła
z udawaną obrazą w stronę swojego pokoju. Życzymy ,,Pani' powodzenia z takim podejściem do życia.
-Ja też już idę. Pa.-zwróciła się do przyjaciółki.
-Gdzie? Przeprosić Panią Hazzusię?-
-Nie. Do swojego pokoju idę-powiedziałam i pobiegłam.

Włączyłam laptopa i obczaiłam różne pierdoły takie jak facebook, twitter, skrzynka e-mail...Chyba muszę pomyśleć nad kupnem nowego telefonu. Postanowiłam się od razu przebrać w inne ciuchy. Ubrałam się w to:
  
I oto w taki sposób zleciała mi godzina. A jest 18:00. Zeszłam na dół i od razu poczułam zapach alkoholu. Dajta wiadro będę rzygać. Nigdy nie lubiłam tego zapachu, a co innego mówić o wypiciu tego...podeszłam do nich.
-Dlaczego mnie nie zawołałaś. Dobrze wiesz, że lubię ten film.-pokazałam na telewizor.
-Mówisz do mnie czy do pani Hazzusi?-
-Alice...-
-Miałam po ciebie iść, ale sama przyszłaś.-I jak tu się z nią dogadać?

**Perspektywa Alice**
Wzięłam pierwszą butelkę piwa i upiłam łyk. Podałam Sarze, ale ona nie chciała...jej strata. Postanowiłam, że muszę iść do toalety. Poszłam prosto korytarzem, następnie skręciłam w prawo i już. Prosta droga prawda? Poprawiłam makijaż, bo lekko mi się rozmazał, a ja jak to ja nawet na krok się nie ruszę bez makijażu. Wystarczą zwykłe pomalowane rzęsy. Najpierw zmyłam stary makijaż i oblałam twarz zimna wodą. Spojrzałam w lustro. Co tu do cholery robi Zayn? I dlaczego uśmiecha się jak jakiś niedołężny umysłowo? Odwróciłam się w jego stronę. On zakluczył łazienkę i schował klucz do tylnej kieszeni spodni. Podszedł bliżej mnie. Szczerze? Obleciał mnie strach. Znam go od dziecka i wiem jaki jest Zayn po alkoholu. Chciał mnie chyba pocałować, ale ja się odwróciłam. To tylko mój przyjaciel, nie czuję nic więcej do niego. Tak mi się wydawało. Chyba się tym lekko wkurzył. Jego piękne, brązowe oczy pociemniały i przybrały kolor bardziej czarny. Bałam się, cholernie się bałam.
-Ale kotek...ja wiem, że tego chcesz.-powiedział prosto do mojego ucha.
-Zayn ja nic do ciebie nie czuję...jesteśmy przyjaciółmi.-próbowałam go odepchnąć. Jednak na marne.
-Puść mnie!-
-Spokojnie.-
-Otwórz te drzwi! Słyszysz!-udało mi się odepchnąć. Był lekko wkurzony. Zacisnął ręce w pięści. Nie uderzy dziewczyny prawda. Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i...wyjął klucz.
-Naprawdę go chcesz?-
-Tak!-
-Bardzo?
-Zayn!-
-Oddam ci go pod jednym warunkiem.-chytry uśmieszek zagościł na jego twarzy. Mam się bać?
-Słucham.-on nastawił policzek. Mógł wymyślić coś coś lepszego...Zbliżyłam swoje usta do jego policzka, a on w ostatniej chwili odwrócił głowę, tak że akurat trafiłam swoimi ustami w jego. Szybko wyrwała mu klucz i odeszłam kawałek. Odkluczyłam drzwi i nim wyszłam dałam mu z ręki w twarz i wybiegłam stamtąd.

3 komentarze:

  1. Zajebiste! Ale tekst Sarry do Harrego mnie rozwalił :-D Czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  2. 37 yr old Human Resources Assistant IV Alia Jesteco, hailing from Gimli enjoys watching movies like "Craigslist Killer, The " and Skydiving. Took a trip to Historic City of Meknes and drives a Tundra. odniesienia w wikipedii

    OdpowiedzUsuń