środa, 26 marca 2014

Rozdział 4

-A pamiętasz jak nazywałam cię, gdy byłyśmy w przedszkolu?-chciałam jej jakoś polepszyć humor.
-Nazywałaś mnie Sarita.-zaśmiała się przez łzy.
-Alice, Sarra...my musimy coś załatwić za godzinę będziemy.-powiedział Liam, który stał opartu o futrynę.
-Dobrze?-powiedziałam, gdy już wyszedł. Sarra, gdy usłyszała dźwięk zamykanych drzwi pospiesznie założyła buty.
-A ty gdzie się wybierasz?-zapytałam.
-Do szpitala...przecież to nadal mój przyjaciel.-
-Nigdzie nie pójdziesz...-przerwała mi.
-Alice ja muszę. To ja widziałam go tam na ulicy półprzytomnego.-
-Daj mi dokończyć. Nigdzie nie pójdziesz beze mnie.-uśmiechnęłam się do niej. Szczerze to nie chciałam tam iść, no ale dla Saru mogę się poświęcić. Podobnie jak ona założyłam buty i wyszłyśmy z domu. Droga do szpitala nie trwała długo. Sarra gdy tylko zobaczyła ten budynek pobiegła najszybciej jak mogła. A ja za nią.
Wleciała do szpitala:
-Gdzie leży Tom Jonson?-zapytała cała zdyszana.
-Sala 109-powiedziała kobieta. Sarah ruszyła jak głupia, a ja posłałam kobiecie przepraszające spojrzenie. Latała po całym piętrze szukając odpowiedniej sali.
-Gdzie to jest?!-
-Sarra idź z cztery kroki w przód.-powiedziałam, a ona wykonała moje polecenie. Stanęła dokładnie przed salą 109. Wzięła głęboki wdech i pospiesznie weszła do pomieszczenia. Zamurowało mnie. Łóżko było puste. Jeszcze raz upewniłam się czy to ta sala. I to była ta właściwa. Pociągnęłam Sarre do pomieszczenia, w którym siedzą lekarze. Zapukałam i weszłam.
-Przepraszam. Czy wie pan może gdzie leży...yyy...Sarra jak on się nazywał.-
-Tom Jonson.-szepnęła mi na ucho.
-Gdzie leży Tom Jonson?-zapytałam jeszcze raz doktorka w śmiesznym fartuszku, który akurat wychodził z tego pomieszczenia.
-Sala 109.-
-No, ale tam nikogo nie ma.-
-Dobra słuchajcie dziewczyny. Znajdźcie doktora Zielarskiego. On badał tego chłopaka.-powiedział i poszedł. No wie pan co, tyle pan nam pomógł, że normalnie szkoda gadać. Tylko gdzie ja znajdę tego całego Zielarskiego. A jak już o nim wspominamy, to swoją drogą ma zabawne nazwisko.
-Przepraszam, gdzie jest doktor Zielarski?-zapytałam pielęgniarkę, która właśnie przechodziła.
-Aktualnie bada jakąś kobietę w sali 25.-powiedziała, uśmiechnęła się i poszła dalej. Podeszłam do windy. Gdy już byłyśmy na parterze i przed tą salą, zapukałam i weszłyśmy.
-Przepraszamy. Szukamy Toma Jonsona.-powiedziała Sarra.
-Dziś został wypisany. Nie miał poważnych obrażeń więc mógł iść do domu.-chyba zaraz się wkurwię.
-Ale pani w recepcji mówiła, że on jeszcze tutaj jest!!!-
-No to może był jakiś błąd, a teraz proszę was abyście wyszły.-powiedział i wskazał ręką na drzwi.
-Wal się doktorku.-mruknęła moja przyjaciółka i wyszłyśmy. No świetnie. Czyli ja latałam po piętrach szukając tego pedała, a go tu nawet nie ma!
-Chodź idziemy do domu.-przytaknęłam tylko głową. Najbardziej się bałam tego, że albo doniesie na Harrego albo sam się na nim odegra, no ale wtedy też może pożałować tego reszta i my też, chociaż.. Niall mógłby żałować.

**Kilka dni później**
**Perspektywa Sarry**
Siedziałam z Alice i Harrym w salonie. Oni grali w papier, kamień, nożyce a ja grałam na telefonie. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Sarra idź otwórz.-powiedzieli równo. Wstałam z kanapy wzdychając i podeszłam do drzwi i je otworzyłam, a tam stało dwóch policjantów.
-Czy jest w domu pan Harry Styles?-nie powiem przestraszyłam się.
-Harry!-zawołałam, a chłopak po chwili stanął koło mnie.
-Tak?-
-Jest pan zatrzymany.-
-Ale on pobił tylko jednego człowieka!-krzyknęłam i spojrzałam na lokowatego. On spuścił głowę o co tu chodzi?
-Jednego człowieka powiada pani?-
-No tak...-jeden wyjął jakieś kartki zaczął czytać.
-Teraźniejsze pobicie, inne pobicie z skutkiem śmiertelnym, handlowanie narkotykami, zabicie trzech osób...-przerwałam mu.
-Niech pan nie kończy tego dobrze?-
-Dobrze.-
Już po 10 minutach widziałam w oknie jak wsadzają Harrego do wozu policyjnego. Już nic nie rozumiem. Czy oni są w jakimś gangu czy co? No niech ktoś mi odpowie na moje pytania. O a oto one:
1. Jakie narkotyki?
2. O co chodzi z Tomem?
3. Dlaczego oni zabijają ludzi?
Na razie tylko tyle pytań. Po chwili na dół zeszli chłopacy.
-Gdzie jest Harry?-zapytał Lou.
-Policjanci go zatrzymali.-
-Okay. Musimy gdzieś jechać!-krzyknął Zayn.
-Louis. Chodź na chwilę ze mną.-
-Nie mogę teraz. Potem.-
-Teraz!-krzyknęłam zdenerwowana tym wszystkim. On podniósł ręce w geście obronnym i poszedł do kuchni.
-Słucham?-zapytał.
-Policja mówiła coś o narkotykach, zabitych trzech osobach. Chce wiedzieć o co tu chodzi!
-Kiedyś ci powiemy. A teraz musze lecieć skarbie.-
-Jeszcze raz powiesz do mnie skarbie, a nie będziesz miał ani jednego zęba w swojej papie!-
-Ostro.-powiedział przygryzają wargę.
-Albo teraz mi powiesz o co chodzi i gdzie jedziecie, albo ja pojadę za wami.-cały czas mówiłam przez zaciśnięte zęby.
-Słuchaj. Wszystkiego się dowiesz, ale w swoim czasie.-powiedział i jak najprędzej wyszedł. Jaki ten świat jest głupi.

**Perspektywa Zayna**
**30 minut później**
-To jak robimy wjazd na komende policji?-zaśmiał się Liam.
-Nie. Wejdziemy normalnie. Mam plan, więc róbcie to co ja. I tylko nic nie schrzańcie.-powiedziałem.
-Właśnie. Tylko nic nie schrzańcie.-powiedział Niall.
-Ale wiesz, że to zdanie w większości tyczyło się ciebie.-powiedziałem, a on obrócił głowę w geście obrażenia.
-Zjedz snikersa, bo zaczynasz strasznie gwiazdożyć.-zaśmiał się Louis podając batonika blondynowi. Skąd on do cholery wziął snikersa?!
-Idziemy.-
Pospiesznie weszliśmy do budynku. Podeszliśmy do tej kobiety za ladą. Plan był taki. Chcieliśmy uratować Harrego, więc ta kobieta może nam pomóc. Powie coś policjantą i oni wyjdą, a my zgarniemy naszego przyjaciela. Jak namówimy tą kobietę do pomocy? Więc, albo pomoże nam ,,samodzielnie" albo ją lekko zastraszymy.
-Co panów tu sprowadza.-zapytała.
-My do Harrego.-powiedziałem wprost.
-Jest teraz przesłuchiwany. Nie mogą go panowie odwiedzić.-kiwnąłem głową do Louisa. On wiedząc o co chodzi niezauważalnie wszedł za tą ladę i podszedł od tyłu do kobiety. Przyłożył jej pistolet do głowy i unieruchomił ręce.
-Więc teraz ładnie nas tam zaprowadzisz.-powiedziałem, a ona pokiwała głową. Wstała i zaczęła iść. Lou puścił jej ręce, ale spluwy nie zabrał. Gdy podeszliśmy pod właściwe drzwi, my schowaliśmy się za rogiem, a ona weszła do sali przesłuchań. Mówiła do nich coś w stylu:
-Ktoś was woła. To bardzo ważne. Idźcie, a ja zajmę się tym panem.-mówiła ze strachem w głosie. Kiedy zobaczyliśmy, że oni odchodzą poszliśmy tam, gdzie ona. Podszedłem do Harrego i powiedziałem mu, że uciekamy. Nagle usłyszeliśmy strzał. Spojrzałem na Louisa, a pod jego nogami leżała ta sama, tylko, że już martwa kobieta.
-Ty idioto nie mieliśmy jej zabijać tylko zastraszyć!!!-wydzierałem się na przyjaciela.
-Ale on mogła nas wydać! Rozumiesz!-
-Nie chcę się wtrącać, ale moglibyśmy już iść, bo tak jakby...ONI TU ZARAZ PRZYJDĄ!!!-Niall. Razem z Harrym wybiegliśmy z budynku. Jak najprędzej wsiedliśmy do auta.
-Chłopacy bo ja powiedziałem Sarze, że wszystkiego dowie się w swoim czasie, bo pytała o co z tym wszystkim chodzi i teraz ledwo wejdziemy do domu, ona będzie mnie wypytywać o wszystko. Co mam zrobić.-teraz mi to mówisz Louis, naprawdę teraz.
-Nie wiem, powiedz, że pojechaliśmy do Harrego, może że go wypuścili, ty coś tam wymyślisz.-powiedział Liam.
-Tak wszytko ja.-
-Z tego co słyszę, to ty jej powiedziałeś...-Lou przerwał Harremu.
-Tak, tak wiem. To ja jej powiedziałem tak. To ja jakoś z tego wybrnę.-
Nareszcie podjechaliśmy pod dom. Weszliśmy do środka, a Sarra wręcz rzuciła się na Stylesa. Gdyby ona wiedziała o nas ciut więcej, spierdalała by jak najdalej. Ale jest plus Sarra nie wypytuje Louisa.
-Jak ty się tu wziąłeś?-dziewczyna skierowała te słowa do Harrego.
-Wypuścili mnie.-
-Ale za takie rzeczy jakieś ty zrobił?!-
-Najwyraźniej.-mi się wydaje, czy ona naprawdę nie pamięta, że kazała trzymać się Harremu z dala od siebie. Poszliśmy do salonu, gdy nagle...

*******************************************
I właśnie w ten sposób do was powracam z rozdziałem 4!  

Wszystkich czytelników proszę:
Jak przeczytacie zostawcie chociaż kropkę, bo chce wiedzieć ilę was tu jest :-)

Następny rozdział za tydzień :-) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz