**Rozmowa telefoniczna**
-Musicie do mnie przyjechać.-
-Ale my dziś nie możemy.-
-Ale mnie to kurwa obchodzi. Narozrabialiście to teraz to naprawcie!-
-Mamy chyba prawo mieć wolny dzień! Już przed chwilą ratowaliśmy Harrego!-
-A ja mówiłem wam, że jak już kogoś zabijacie, to chociaż zabijcie wszystkich, bo zawsze jest ktoś taki kto doniesie na policje!-
-Kurwa mać Thomas! Zrozum! Mamy też swoje życie i chcemy się nim nacieszyć!-
-Za. Półgodziny. Macie. Być. U mnie.-
Rozłączył się, a ja rzuciłem telefonem o ścianę. Kurwa powinienem panować nad sobą.
-Chłopacy jedziemy do Thomasa.-powiedziałem zakładając buty.
-Kto to jest Thomas?-tym razem pytanie zadała Alice.
-Nasz kolega. Chciał, abyśmy do niego na chwilę przyjechali.-powiedziałem i czym prędzej wyszedłem z domu, wsiadłem do samochodu.
**25 minut później**
Zapukałem do drzwi, a po chwili otworzył mi Thomas. Weszliśmy do jego domu.
-Słuchamy?-
-Wszystko nam się powoli rozpierdala! Ty zostałeś zgarnięty przez policjantów.-wskazał na Harrego.
-Konkrety, prosimy. Nie mamy całego dnia.-powiedział Liam.
-Tom jest na wolności.-
-Tyle to wiemy, Harry go pobił. Coś jeszcze?-powiedział Louis.
-Musicie go załatwić! On nam we wszystkim przeszkadza!-powiedział Thom<tak mówimy na niego w skrócie>
-Ale jak?!-
-Nie wiem! Znacie kogoś kto się z nim przyjaźni? Dacie rade zawsze dajecie rade.-
-Sarra!-krzyknęliśmy równocześnie.
-Co?!-
-Nasza znajoma, która go bardzooo dobrze zna, a wręcz mogę powiedzieć, że sa jak rodzeństwo.-powiedział Hazza.
-Dobra. Nie wnikam jak go załatwicie, ale macie to zrobić!-dlaczego on ciągle na nas krzyczy! Czy on wie, że to jest nie miłe?! Wyszliśmy z jego domu trzaskając drzwiami.
-Czy on nie ma kurwa innych ludzi! Czy to my musimy wszystko załatwiać!
-Najwyraźniej!-
**Perspektywa Alice**
-Czemu oni ciągle gdzieś jeżdżą?!-
-Spokojnie...zaraz wrócą...-
-Ej no właśnie! Co wtedy mówili policjanci?-
-Coś o narkotykach, pobiciach i zabitych osobach...-coś mi tu się nie zgadza. Znam ich od dawna i nigdy mi o niczym nie mówili. Czy oni coś ukrywają? No patrzcie, dziw że w ogóle do domu wrócili! Jest 22:59!
-To ja idę spać! Dobranoc!-krzyknęła Sarra i już jej nie było w salonie.
-Ja też.-poszłam na górę. Jeszcze kiedyś wyduszę z nich wszystko.
**Następny dzień**
Wstałam i po cichu zeszłam na dół. Usłyszałam, że o czymś rozmawiają. Postanowiłam, że nie będę jeszcze wchodzić do kuchni. Wiem, że to nieładnie podsłuchiwać, ale na razie to jedyny sposób na dowiedzenie się prawdy...
-Musimy im powiedzieć!-krzyczał Zayn.
-Ale nie możemy rozumiesz?! Zaczną nas się bać, znienawidzą nas a tego bym nie wytrzymał.-krzyczał Harry.
-On tego nie wytrzyma, a szczególnie jak Sarra go z nienawidzi!-śmiał się blondyn.
-Słuchajcie! One mogą przez nas być w niebezpieczeństwie!-Liam.
-Ale jak im powiemy, to uciekną, a jak uciekną to też może im się coś stać! Wiesz przecież jak łatwo jest namierzyć kogoś!-krzyczał Hazza.
-Ale i tak musimy im powiedzieć.-Wow jaki spokój w głosie Zayna.
-Czyli co powiesz?! ,,Hej dziewczyny! Wiecie co?! Zabijamy sobie ludzi, którzy staną nam i naszemu szefowi Thomasowi na drodze i do tego handlujemy narkotykami"-Louis próbował przedrzeźniać Zayna i śmiesznie mu to wychodziło. Ale nie STOP! Dosyć tego! Wchodzę tam! Zrobię taki wjazd na kuchnię!
Spokojnie weszłam do pomieszczenia, a chłopacy od razu umilkli.
-Hej.-powiedziałam.
-Hejka.-odpowiedzieli wszyscy oprócz Nialla. Mogłam się tego spodziewać. Zrobiłam płatki z mlekiem i poszłam do salonu. Nagle poczułam kogoś ręce na ramieniu. Ze strachu podrzuciłam miskę. Po chwili był głośny dźwięk i pełnio mleka na ziemi. Sarra zaczęła tarzać się po podłodze ze śmiechu. Chłopacy przybiegli z prędkością świata, a gdy zobaczyli, że to tylko miska wydała taki dźwięk odetchnęli z ulgą. Liam próbował uspokoić Saru, a ja z Zaynem zaczęłam wszystko sprzątać.
-Uspokój się!-krzyczał Li, ale Sarita tak jakby była w swoim świecie i nikogo nie słyszała. Minęło 15 minut i dopiero się uspokoiła. Wstała z podłogi i chwyciła się za brzuch.
-Chyba przez większość mojego życia nie będę mogła się śmiać.-teraz to my się śmialiśmy, ale z niej.
-No ale mi pomagacie.-powiedziała i poszła do kuchni. Po chwili przyszła z 10 kanapkami. Spojrzeliśmy na nią.
-No co? Głodnym nie można być?-znów się śmialiśmy
-Nie śmiejcie się! Głowa mnie boli!-krzyknął Lou i położył ręce na stole, a na nich głowę.
-Ale ty wiesz, że dziś jedziesz do swojej mamy. Obiecałeś jej!-Tomlinson przez chwilę leżał tak, a po chwili z prędkością świata podniósł głowę.
-Nieeeeeeeeeeeeeee!-zaczął krzyczeć. Zaczęliśmy się z niego śmiać.
-Masz tam być na 12:30, a jest 11:00.-
-To ja już idę.-powiedział z grymasem na twarzy i chciał wyjść.
-Lou ja nic nie mówię, ale ty jesteś w pidżamie!-krzyknęłam, gdy otworzył drzwi i był już jedna nogą za progiem.
-A to dlatego te kobiety się tak na mnie patrzyły. A ja myślałem, że się im podobam.-Zayn walnął się otwartą ręką w czoło. Louis pobiegł na górę, a po chwili zszedł na dół.
**Perspektywa Sarry**
Poszłam do pokoju i przebrałam się w to:

Zeszłam do reszty.
-Chodź pokaże Ci okolice!-krzyknął nagle Harry ciągnąc mnie do drzwi.
-Ale ja znam okolice...-przerwał mi.
-To poznasz jeszcze raz. Chodź.-ledwo co zawiązałam buty. Szliśmy cały czas się śmiejąc. W pewnym momencie chciał chwycić się gałęzi i jak to ,,dzieci' robią, pobujać się na niej, ale gdy tylko się jej chwycił i uniósł 1 cm nad ziemię ona pękła i spadł na dupę. Zaczęłam się z niego śmiać.
-A las też Ci Liam pokazywał?-uniósł jedną brew.
-Nie...ale ja i tak tam nie wejdę!-
-Dlaczego?-
-Bo mnie wilki zjedzą.-on zaczął się śmiać. Wziął mnie na ręce i wbiegł to tego okropnego miejsca.
-Puszczaj słyszysz!-darłam się na całe gardło.
-Nie krzycz mi do ucha, bo ogłuchnę!-
-Nie krzycz na mnie!-
-Nie będę, jak przestaniesz krzyczeć!-
-I znowu krzyczysz.-powiedziałam łagodnie.
-I puść mnie do cholery!-postawił mnie na ziemie.
-Już panienka jest zadowolona?-dałam mu w twarz. Miał cały czerwony polik, w kształcie mojej ręki.
-Masz. Mnie. Stąd. Wyprowadzić.-wycedziłam przez zęby.
-Spokojnie. Złość urodzie szkodzi.-powiedział i się uśmiechnął. Boże jakie on ma ładne dołeczki i ten uśmiech...
-Czyli mi nie zaszkodzi.-powiedziałam śmiejąc się.
-Ej! Przecież jesteś piękna...-przerwałam mu.
-No w snach jestem, w realu jestem trollem spod mostu.-
-Nie kłóć się zemną! Jesteś piękna i koniec!-
-Nie będę się kłócić, jak mnie stąd wyprowadzisz.-uśmiechnęłam się do niego pokazując szereg białych zębów. Chwycił mnie za rękę i poszedł w jakąś stronę...
***************************************************************
Kolejny bohater opowiadania :-)

Thomas Blanck. Ma 22 lata. Szef chłopców. Odwieczny wróg Toma.
5 rozdział już za nami! Następny za tydzień!
,,-Lou ja nic nie mówię, ale ty jesteś w pidżamie!-krzyknęłam, gdy otworzył drzwi i był już jedna nogą za progiem. -A to dlatego te kobiety się tak na mnie patrzyły. A ja myślałem, że się im podobam."
OdpowiedzUsuńReally Louis,really?
A co do rozdziału to jest zajebisty, tak jak zawsze!