-Tak Hazzuś?-
-Chyba się zgubiliśmy...-że co proszę!
-Jak to z-z-zgubiliśmy się?-
-No po prostu nie wiem gdzie jest wyjście z tego lasu.-chwyciłam telefon i chciałam zadzwonić do Ali, ale nie miałam zasięgu. Rzuciłam go na ziemie. Usiadłam na najbliższym drzewie.
-Spokojnie...pójdę poszukać drogi.-chciał już iść, ale ja mu nie pozwoliłam.
-Pójdziemy razem. Nie chcę tu sama siedzieć.-chłopak chwycił mnie za nadgarstek i szedł przed siebie.
-A mówiłam żeby tu nie wchodzić...-mruknęłam pod nosem.
-Co?-zapytał.
-Ale czy ja coś mówię? Nie.-
-No coś mruczałaś pod nosem. Obgadujesz mnie?-
-Z kim? Z samą sobą?-boże jaki on głupi.
-Albo wiesz co? Tak, obgaduje cię.-
-Ranisz.-pokręciłam głową. Czy on na prawdę myśli, że ja go obgaduję?!
**3 godziny później**
-Nigdy więcej nie pójdę z tobą na miasto.-
-Dlaczego?-
-Hymm...bo wprowadziłeś mnie do lasu i!!!...-przerwał mi, a ludzie się dziwnie spojrzeli.
-Ciszej, bo co se ludzie pomyślą...-
-I nas zgubiłeś!!!-w tej chwili osoby różnej płci przestały się patrzeć. Co wy se myśleliście?!
-Wynagrodzę Ci to, tylko się uspokój i nie gniewaj na mnie.-uśmiechnął się.
-Niby jak?-uniosłam jedną brew.
-Dowiesz się w swoim czasie.-teraz przypomniały mi się słowa Louisa. Dzięki Hazzuś...
-No dobrze, ale teraz chodź do domu.-pociągnęłam go za sobą, a on prawie przewrócił się na ziemię.
-Ciota.-zaśmiałam się.
-I po raz kolejny Ci to mówię. RANISZ!-i jak tu się z niego nie śmiać.
Weszliśmy do domu i dopiero teraz skapnęłam się, że zostawiłam mój telefon w lesie, po tym jak rzuciłam nim o ziemie. No po prostu zajebiście.
-Twój tata do mnie dzwonił.-powiedziała Alice.
-Tak? I co mówił?-
-Że nie może się do ciebie dodzwonić.-
-Po ja przez kogoś takiego nie miałam zasięgu w telefonie i przypadkiem zostawiłam go.-
-Gdzie?-
-W lesie.-
-Skąd ty znalazłaś się w lesie?-
-Taka ciota mnie tam zaprowadziła i nas zgubiła!-
-RA...-przerwałam Harremu.
-Tak, tak wiem ranię. Możesz się człowieku ogarnąć i przestać z tym ,,ranisz'' to jest wkurwiające!!!-zwróciłam się do Szanownego Pana ,,Ranisz''.
-Spokojnie, już Ci dzisiaj powiedziałem, że masz się nie złościć, bo złość urodzie szkodzi. Zmarszczki Ci kochanie wyjdą.-
-Ty się chyba często złościsz, bo ci już zmarszczki wyszły.-trzeba się trochę z nim podroczyć.
-Ale ja nie jestem kobietą, to się dzieje u kobiet.-
-No wiesz...ja nie wiem co ty chowasz w spodniach pod majtami.-musiałam to powiedzieć. Zaczęłam się śmiać, a Alice razem zemną. Chyba odebrało mu mowę.
-Bardzo śmieszne....Ha Ha Ha.-czy to miał być sarkazm?
-No bo jest śmieszne.-mówiła Ala przez śmiech. Szanowny Pan lub Pani ,,Ranisz'' poszedł lub nawet poszła
z udawaną obrazą w stronę swojego pokoju. Życzymy ,,Pani' powodzenia z takim podejściem do życia.
-Ja też już idę. Pa.-zwróciła się do przyjaciółki.
-Gdzie? Przeprosić Panią Hazzusię?-
-Nie. Do swojego pokoju idę-powiedziałam i pobiegłam.
Włączyłam laptopa i obczaiłam różne pierdoły takie jak facebook, twitter, skrzynka e-mail...Chyba muszę pomyśleć nad kupnem nowego telefonu. Postanowiłam się od razu przebrać w inne ciuchy. Ubrałam się w to:
I oto w taki sposób zleciała mi godzina. A jest 18:00. Zeszłam na dół i od razu poczułam zapach alkoholu. Dajta wiadro będę rzygać. Nigdy nie lubiłam tego zapachu, a co innego mówić o wypiciu tego...podeszłam do nich.
-Dlaczego mnie nie zawołałaś. Dobrze wiesz, że lubię ten film.-pokazałam na telewizor.
-Mówisz do mnie czy do pani Hazzusi?-
-Alice...-
-Miałam po ciebie iść, ale sama przyszłaś.-I jak tu się z nią dogadać?
**Perspektywa Alice**
Wzięłam pierwszą butelkę piwa i upiłam łyk. Podałam Sarze, ale ona nie chciała...jej strata. Postanowiłam, że muszę iść do toalety. Poszłam prosto korytarzem, następnie skręciłam w prawo i już. Prosta droga prawda? Poprawiłam makijaż, bo lekko mi się rozmazał, a ja jak to ja nawet na krok się nie ruszę bez makijażu. Wystarczą zwykłe pomalowane rzęsy. Najpierw zmyłam stary makijaż i oblałam twarz zimna wodą. Spojrzałam w lustro. Co tu do cholery robi Zayn? I dlaczego uśmiecha się jak jakiś niedołężny umysłowo? Odwróciłam się w jego stronę. On zakluczył łazienkę i schował klucz do tylnej kieszeni spodni. Podszedł bliżej mnie. Szczerze? Obleciał mnie strach. Znam go od dziecka i wiem jaki jest Zayn po alkoholu. Chciał mnie chyba pocałować, ale ja się odwróciłam. To tylko mój przyjaciel, nie czuję nic więcej do niego.
-Ale kotek...ja wiem, że tego chcesz.-powiedział prosto do mojego ucha.
-Zayn ja nic do ciebie nie czuję...jesteśmy przyjaciółmi.-próbowałam go odepchnąć. Jednak na marne.
-Puść mnie!-
-Spokojnie.-
-Otwórz te drzwi! Słyszysz!-udało mi się odepchnąć. Był lekko wkurzony. Zacisnął ręce w pięści. Nie uderzy dziewczyny prawda. Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i...wyjął klucz.
-Naprawdę go chcesz?-
-Tak!-
-Bardzo?
-Zayn!-
-Oddam ci go pod jednym warunkiem.-chytry uśmieszek zagościł na jego twarzy. Mam się bać?
-Słucham.-on nastawił policzek. Mógł wymyślić coś coś lepszego...Zbliżyłam swoje usta do jego policzka, a on w ostatniej chwili odwrócił głowę, tak że akurat trafiłam swoimi ustami w jego. Szybko wyrwała mu klucz i odeszłam kawałek. Odkluczyłam drzwi i nim wyszłam dałam mu z ręki w twarz i wybiegłam stamtąd.
Zajebiste! Ale tekst Sarry do Harrego mnie rozwalił :-D Czekam na następny rozdział!
OdpowiedzUsuń37 yr old Human Resources Assistant IV Alia Jesteco, hailing from Gimli enjoys watching movies like "Craigslist Killer, The " and Skydiving. Took a trip to Historic City of Meknes and drives a Tundra. odniesienia w wikipedii
OdpowiedzUsuńadwokat prawo gospodarcze rzeszow
OdpowiedzUsuń