poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 7

Dziwnie czułam się w towarzystwie Zayna. Nawet nie da się tego uczucia wyrazić słownie.

**Następny dzień**
Obudziłam się z silnym bólem głowy. Nic dziwnego. Wypiło mi się trochę. Spojrzałam na kalendarz. I lekko się zasmuciłam. Jeszcze tylko miesiąc spędzę z tymi idiotami. Leżałam na łóżku, gdy nagle usłyszałam jak drzwi od mojego pokoju się otwierają. Na szczęście to tylko Sarra.
-Przyniosłam Ci tabletki i wodę.-jak ja ją kocham.
-Dziękuję. Powiedz mi. Jak to możliwie, że Ciebie głowa nie boli?-zapytałam, a ona usiadła obok mnie.
-No bo ja w porównaniu do Ciebie wypiłam tylko jedno piwo i to do tego z przymusu.-A no tak. Ona nie lubi alkoholu. Siedziała tak trochę ze mną, a potem poszła. Niezdarnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Ubrałam to:
na co dzień :))
Wykonałam lekki makijaż i założyłam różne dodatki. Zeszłam na dół i poszłam do salonu. Położyłam się na kanapie i włączyłam telewizor. I tak dłużą mi się dni...skakałam po programach telewizyjnych, nudząc się niezmiernie. Czy czas nie może płynąć szybciej?
Gdy zobaczyłam, że z 10:00 zrobiła się 13:00 poszłam do kuchni zrobić obiad. Postawiłam na Spaghetii. Uszykowałam potrzebne składniki i chciałam sięgnąć książkę kucharską, ale była za wysoko. Nagle zobaczyłam ją przed oczami. Spojrzałam w bok. Malik jaki uczynny podał mi książkę...
-Dziękuję.-powiedziałam i odwróciłam się do moich składników.
-Alice?-
-Tak, Zayn?-
-Przepraszam za wczoraj, za dużo wypiłem i troszkę mnie poniosło.-
-Przecież nic się nie stało.-zaśmiałam się.
-Na pewno.-
-Tak.-powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Sama nie wiem czemu to zrobiłam. Po tej krótkiej wymianie zdań wróciłam do gotowania.

**2 godziny później**
-Obiad na stole!-krzyknęłam do reszty. Pierwszy w kuchni pojawił się blondyn, a za nim przyszła reszta. Jedliśmy w kompletnej ciszy.
-Więc jak wam minął dzień?-zaczął rozmowę Harry.
-jak już chyba zauważyłeś jest godzina piętnasta.-powiedziała Sarra.
-Chciałem tylko poruszyć jakiś temat.-
**
-Idziemy gdzieś? Na przykład do kina? Co ty na to?-zapytałam przyjaciółkę, jednocześnie wkładając kolejny brudny talerz do zmywarki.
-Nie chce mi się...-cała Sarra. Dla niej najlepsze było by gdyby usiadła przed telewizorem i nie ruszała dupy przez całe wakacje. Ruszyła swoje szanowne cztery litery i zeszła z blatu kuchennego. Pokierowała się w stronę wyjścia. -Idę zadzwonić do Maddy.-powiedziała i wyszła. I co ja mam zrobić sama? Nudno mi w tym domu! Albo wiecie co?! Sama sobie pojadę do tego kina! Wyszłam z kuchni i pokierowałam się w stronę drzwi. Założyłam jeszcze tylko buty i wyszłam.
**
-Cholera.-powiedziałam, kiedy poczułam krople deszczu. Mądra Alice nie ma parasola ani kaptura. Tak, wiem  z cukru nie jestem, nie roztopie się, al teraz przydałaby się bluza, bo razem z deszczem przyszedł wiatr. Zaczęłam biec w stronę domu. Czemu ja zawsze muszę mieć takiego pecha?! Chciałam wpaść do domu, bo biegłam za szybko aby się zatrzymać, ale drzwi były zamknięte i miałam bardzo bliskie spotkanie twarzy z drzwiami. Zaczęłam szukać kluczy bo wszystkich kieszeniach, ale ich nie było! Chyba zostawiłam je na korytarzu. No brawo! Zapukałam, a po chwili otworzył mi Zayn. Weszłam do domu i od razu pobiegłąm do swojego pokoju się przebrać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz