Tak to już dziś. Dziś jadę z moją przyjaciółką do Londynu. Szkoda tylko, że na dwa miesiące. No nic.
-Sarra pospiesz się! Spóźnimy się!-krzyknęłam już lekko podenerwowana do przyjaciółki.
-Spokojnie, jak na wojnie.-zaśmiała się.-przecież nie mogę źle wyglądać. Poznam twoich przyjaciół.-wywróciłam oczami.
-Ale twój tata już czekają.-
-No to chodź.-powiedziała wychodząc z pokoju z otwartą walizką.
-Na serio chcesz, aby wszystkie rzeczy Ci wyleciały.-
-Nie. No ale co mam zrobić, jak nie mogę jej dopiąć.
-To trzeba było mnie zawołać.-powiedziałam. Zaraz na prawdę się spóźnimy.
-Oj tam, oj tam.-podeszłam do niej i zapięłam jej walizkę za pierwszym razem.
-Miałaś farta.-powiedziała dziwnie marszcząc nos.-Maddy wychodzimy!-krzyknęła jeszcze Sarra w głąb salonu, gdzie oglądała telewizor jej siostra. Przybiegła do nas i się przytuliła, tak jak to mają w zwyczaju 5 latki.
-Będę tęsknić.-powiedziała młoda, a my wyszłyśmy. Spojrzałyśmy na nasz i jej taty dom. W oknie stała Maddy i nam kiwała.
-Chodź szybciej. Zanim się popłaczę.-zaśmiałem się na te słowa. Schowałyśmy walizki do bagażnika i wsiadłyśmy.
**15 minut później**
-Pa tato.-powiedziała Sarra do swojego ojca, który tulił ją tak mocno, że ona prawie traciła oddech.
-Do widzenia panu.-powiedziałam, a on lekko mnie przytulił.
-Pa dziewczyny. Uważajcie na siebie.-krzyknął gdy już odeszłyśmy. Sarra się odwróciła i pomachała tacie.
**kilka godzin później**
-Nareszcie wysiadamy.-
-Powiedziała ta która uwielbia latać samolotami.-powiedziałam do niej.
-Cicho.-walnęłam ją z otwartej ręki w tył głowy. Ona się odwrócił i walnęła mnie w czoło. Dostałyśmy nasze walizki i na środku lotniska wypatrywałyśmy chłopców. Musiałyśmy wyglądać jak idiotki.
-Ci debile mieli na nas czekać.-
-Spokojnie.-próbowała uspokoić mnie moja przyjaciółka.
-Idą. I to jeszcze spacerkiem.-powiedziałam bardziej podenerwowana.
-T-to t-twoi z-znajomi?-zapytała jąkając się Sarra.
-No.-
-Hej Alice!-krzyknęli do mnie chórkiem, a ja do nich podbiegłam. Cała piątka zamknęła mnie w szczelnym uścisku. A Sarra? Stała w tym samym miejscu. Wyrwałam się z ich uścisku i podeszłam do przyjaciółki.
-Chłopcy to jest Sarra. Sarra to jest Zayn, Liam, Harry, Niall i Louis.-powiedziałam kolejno wskazując na chłopców.
-Idziemy-pokiwałam głową i ruszyliśmy do auta, którego nigdzie nie było...
-Mieszkamy 10 minut drogi stąd.-oznajmił mi Zayn.
-My nie będziemy tachać tych walizek.-
**10 minut później**
-Daleko jeszcze?-zapytałam równocześnie z Sarra.
-Nie dość, że was nosimy na barana to jeszcze chcecie szybciej!-Liam i Harry chyba się lekko wkurwili.
-Spokojnie.-wywróciłyśmy oczami, a po chwili zaczęłyśmy się z nich śmiać.
-To tutaj.-powiedzieli i postawili nas na ziemię. Weszliśmy do środka. Ten dom był jeszcze bardziej większy wewnątrz niż na zewnątrz. Do góry są wasze pokoje. Pierwsze od lewej strony.-pokiwałyśmy głowami i poszłyśmy do pokoi.
**Perspektywa Sarry**
Nie wiedziałam, że Alice ma tak bardzo przystojnych i bogatych przyjaciół.
Postawiłam walizkę na podłodze i poszłam na dół w poszukiwaniu kuchni. Poszłam przed siebie i trafiłam do salonu. Wycofałam się i poszłam w lewo. Tak! Trafiłam do kuchni! Zazdro?! Zaraz chwila...Walker do kogo ty mówisz?! Podeszłam do lodówki i szczerze? Lodówka świeciła pustkami. Było w niej tylko jakieś masło i mleko. Spojrzałam na jego opakowanie. To mleko straciło swoją ważność już rok temu! Ohyda! Kto trzyma takie stare produkty w domu?! Poszłam do pokoju Alice.
-Pójdziesz ze mną do sklepu?-zapytałam.
-Po co?
-Bo w lodówce jest tylko masło i mleko...-
-To zjedz płatki z mlekiem.-
-Dasz mi dokończyć?-
-No.-
-Więc o czym to ja mówiłam...a no tak...I mleko, które straciło ważność rok temu.-
-Ble.
-Tak samo zareagowałam.-
-Widzisz ile mamy wspólnego.-
-Ale wracając do tematu. To co idziesz ze mną?-
-Jasne.-powiedziała i wyszłam z pokoju. Pokierowała się w stronę drzwi, a już po chwili byłyśmy na świeżym powietrzu. Poszłyśmy do..Nie zgadniecie!!!...Poszłyśmy do Tesco! Tak wiem..jestem głupia.
-Za to, że my zrobiłyśmy zakupy oni musza zrobić nam obiad.-powiedziała moja przyjaciółka.
-Oby to było jadalne...-zaśmiałyśmy się.
**15 minut później**
Wyszłyśmy ze sklepu. Miałyśmy cztery pełne torby jedzenia. Idąc do domu mijałyśmy bardzo dużo ludzi...niektóre ryje były mi jakoś znane..ale i tak nie wiem do kogo należały. Droga powrotna minęła nam szybciej niż ta do sklepu. Weszłyśmy do domu i położyłyśmy torby z jedzeniem na blat kuchenny i udałam się do salonu, a Alice poszła powiadomić chłopców o tym, że robią dziś obiad. Po chwili dołączyła do mnie.
Rozdział 1 za nami! A jednak udało mi się go dodać dzisiaj! Kolejny za tydzień, aha i nie chcę być nachalna czy coś, ale:
Czytasz=komentujesz
Komentarze naprawdę nam, jakim nam? Mi pisanie kolejnych rozdziałów. :-)
Czekam na kolejny rozdział! Zapowiada się super blog!
OdpowiedzUsuń